Walka o każdy nanometr

Pandemia zachwiała systemem produkcji półprze-wodników. Nie przerwała jednak rywalizacji zachodnich i azjatyckich firm o zdobycie przewagi na tym rynku.

Według „Słownika języka polskiego PWN” chip to „miniaturowy układ scalony”. Pod tym pojęciem kryje się niewielkich rozmiarów krzemowa płytka, wykorzystywana do produkcji większości urządzeń elektronicznych. Bez chipów nie byłoby m.in. komputerów, smartfonów i nowoczesnych samochodów. Nie byłoby także maszyn, które są dzisiaj wykorzystywane w przemyśle i rolnictwie. Nie popadając w przesadę, można zatem stwierdzić, że na chipach opiera się współczesna gospodarka. Dzisiaj praktycznie cały świat zmaga się jednak z ich deficytem. Jakie są tego przyczyny?

Tajwański gigant

Przedsiębiorstwa, które potrzebują chipów do produkcji swoich urządzeń, korzystają z usług firm specjalizujących się w wytwarzaniu takich komponentów. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych XX w. dwadzieścia korporacji na świecie zajmowało się produkcją nowoczesnych układów scalonych na zamówienie. Dzisiaj najszybsze i najbardziej wydajne półprzewodniki, posiadające węzły procesowe o wielkości 5 nm, oferują swoim klientom jedynie dwa przedsiębiorstwa: Taiwan Semiconductor Manufacturing Company (TSMC) i Samsung. Obecnie to tajwański gigant wygrywa walkę o największych graczy, obsługując m.in. Apple, Google, Nvidia i Nintendo.

Jak doszło do tego, że z dwudziestu liczących się na rynku korporacji pozostały tylko dwie? Odpowiedź na to pytanie przynoszą działania zachodnich przedsiębiorstw, zwłaszcza amerykańskich, które dążąc do zredukowania kosztów, zaczęły zlecać produkcję chipów azjatyckim firmom. Chociaż Stany Zjednoczone wciąż pozostają niekwestionowanym liderem w zakresie projektowania układów scalonych, utraciły zdolność do wytwarzania najnowocześniejszych obecnie komponentów i pozwoliły zdobyć przewagę konkurencji. Przykładowo Intel (IDM), który jest największym na świecie producentem mikroprocesorów, jeszcze do niedawna miał problemy z wytworzeniem chipów w technologii 10 nm, czyli starszej od wspomnianej już 5 nm. Szacuje się, że za dwa lata będzie musiał zlecać na zewnątrz produkcję ok. 20 proc. swoich towarów.

Trudny rok

Firmy, które potrzebują układów scalonych, przyzwyczaiły się do zamawiania ich na bieżąco, bez gromadzenia zapasów. Do niedawna nie było bowiem żadnych problemów z zakupem. W 2020 r. kilka wydarzeń zachwiało jednak systemem ich produkcji i dystrybucji. W Teksasie ekstremalna zima utrudniła funkcjonowanie fabryk, w których Samsung wytwarza 28 proc. swoich chipów. Z kolei w Japonii spłonęła fabryka Renesas, produkująca układy scalone dla branży motoryzacyjnej. Tajwan nawiedziła natomiast najgorsza od lat susza, która spowodowała przerwy w dostawach prądu i wody. Ich niedobory sprawiły, że firma TSMC musiała ograniczyć produkcję.

Najbardziej brzemiennym w skutki wydarzeniem okazała się jednak pandemia COVID-19. Gdy w pierwszych miesiącach ub.r. doszło do spadku popytu na większość towarów, firmy ograniczyły zamówienia, a zakłady – produkcję półprzewodników. Później wielu z nas wpadło jednak w wir internetowych zakupów. Wówczas gwałtownie wzrosło zapotrzebowanie m.in. na elektronikę użytkową. Fabryki nie były gotowe na zmianę trendu. Na świecie zaczęło brakować układów scalonych, a wiele przedsiębiorstw musiało ograniczyć produkcję. Kryzys dotknął w sumie 169 branż. Z brakiem wystarczającej liczby chipów zmagają się m.in. producenci systemów klimatyzacji, lodówek, mieszanek betonowych, a nawet piwa i mydła. Apple musiał tymczasowo zrezygnować z wytwarzania niektórych MacBooków i iPadów, a Sony z konsol PlayStation 5. Najbardziej ucierpiała jednak branża motoryzacyjna.

Kto wygra?

Kryzys, który według ekspertów dobiegnie końca najprawdopodobniej w przyszłym roku, uświadomił liczącym się na świecie państwom potrzebę jeszcze większych inwestycji w chipy. Prezydent Joe Biden zapowiedział przygotowanie ustawodawstwa, które pozwoli na zwiększenie ich produkcji przez amerykańskie firmy. Na budowę nowych fabryk i rozwój badań nad nowoczesnymi technologiami tamtejsza administracja przeznaczy 50 mld dolarów. Z kolei w Japonii powołano grupę zadaniową, która zajmie się kwestią konkurencyjności tamtejszych przedsiębiorstw chipowych. W latach osiemdziesiątych XX w. Kraj Kwitnącej Wiśni przewodził rewolucji technologicznej. Dzisiaj chciałby odbudować swoją pozycję.

Inwestycje zapowiedziały też Tajwan i Korea Południowa. Działające tam TSMC i Samsung przygotowują się do wdrożenia węzłów 3 nm. Wiele wskazuje zatem na to, że przynajmniej przez jakiś czas pozostaną liderami w produkcji najnowocześniejszych układów scalonych. O takim statusie mogą jedynie pomarzyć chińskie firmy. Co prawda Państwo Środka przeznacza coraz wyższe kwoty na rozwój, ale wciąż nie dysponuje technologią pozwalającą na wytwarzanie bardziej zaawansowanych węzłów niż te liczące 14 nm. W jeszcze gorszej kondycji jest europejski przemysł, który zatrzymał się na poziomie 22 nm. Pomimo tego unijne gremia zapowiadają zdobycie 20 proc. udziału w globalnym rynku. Osiągnięcie tego celu wydaje się dzisiaj mało prawdopodobne.

„Ci, którzy kontrolują półprzewodniki, będą kontrolować świat” – stwierdził Akira Amari, były minister polityki gospodarczej Japonii. Czas pokaże, kto wygra coraz bardziej zażartą walkę o dominację na tym rynku.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama