Czy znajdziemy E.T.?

Jest zasadnicza różnica pomiędzy tym, jak „obce życie” rozumieją naukowcy, a tym, jak przedstawiają je scenarzyści filmów albo autorzy książek science fiction. Choć może się w przyszłości okazać, że wizje jednych pokryją się z odkryciami tych drugich.

Niemal dokładnie tego samego dnia, w którym naukowcy ogłosili wyniki badań próbek pobranych z planetoidy Ryugu, miała miejsce 40. rocznica premiery filmu „E.T.”. Pamiętam go. Opowiadał o przesympatycznym gościu z innej planety, który przypadkiem znalazł się na Ziemi. Pamiętam, jak zazdrościłem dzieciakowi, z którym E.T. się zaprzyjaźnił, i jak bardzo chciałem, żeby i mnie przytrafiła się taka przygoda. Scena, w której chłopiec leci na rowerze, pedałując, a w przypiętym do kierownicy koszyku siedzi kosmita (w tle piękny, jasno świecący Księżyc), jest jedną z najbardziej kultowych scen w historii kina. Film zrobił furorę na całym świecie. Zarobił 80 razy więcej, niż w niego zainwestowano, dostał nominację do dziewięciu Oscarów, z czego cztery zdobył. Został też uhonorowany dwoma Złotymi Globami. To wszystko byłoby jednak niczym w porównaniu z informacją, że E.T. – albo jakakolwiek inna forma pozaziemskiego życia – istnieje.

Skąd się to wzięło?

To odkrycie w zasadzie z każdego punktu widzenia byłoby przełomowe. A o tym, że przełom się zbliża, świadczy wiele. Na Marsie śladów życia szuka kilka zaawansowanych urządzeń. Na razie ich nie znalazły, ale stawiają wiele znaków zapytania. Dzisiaj wiadomo, że Mars był planetą wodną i wciąż nią jest. Woda płynna, na powierzchni, nie pojawia się tam często, ale zamarzniętej jest bardzo dużo. Dzisiaj nie ma sposobu na to, by przeprowadzić dokładne badania pod powierzchnią Czerwonej Planety, ale wiele wskazuje na to, że płynna woda nie jest tam rzadkością. Równocześnie badania prowadzone na ziemskich bakteriach (z grup ekstremofili) wskazują, że gdyby te znalazły się na Marsie, z jego ciśnieniem, temperaturą i promieniowaniem, mogłyby tam bez problemu funkcjonować. Do tej układanki idealnie pasuje meteoryt, który co prawda znaleziono na Ziemi, ale pochodzi z Marsa, a w którego wnętrzu znaleziono ślady prastarego życia.

Skąd życie miałoby się wziąć na Marsie? Nie ma odpowiedzi na to pytanie. Tak jak nie wiadomo, skąd życie wzięło się na Ziemi. Może cegiełki niezbędne do jego powstania były rozsiewane w całym kosmosie, a przynajmniej w całym Układzie Słonecznym… Nie jest to wykluczone, bo znajduje się ich coraz więcej, i to w bardzo zaskakujących miejscach. Na przykład jądra komet są pełne związków chemicznych, które są podstawą życia. Cegiełki to oczywiście nie to samo co cały budynek (albo i całe osiedle), ale jeszcze 20–30 lat temu nikt nie powiedziałby, że tak złożone związki chemiczne są w kosmosie czymś tak często występującym. Ich odkrycie w materiale kometarnym było czymś niespodziewanym. Choć już wtedy wiedziano, że komety to posklejane wodnym lodem kawałki pierwotnej materii Układu Słonecznego. Wiedziano także, że to komety przyniosły na Ziemię część wody, która dzisiaj wypełnia morza i oceany. W rzeczywistości woda na Ziemi jest starsza niż sama Ziemia. Czy wraz z wodą zostały tutaj przyniesione nasiona życia? A jeżeli tak, to nie ma powodów by uważać, że pojawiły się one tylko na Ziemi. Przecież komety uderzały także o powierzchnie innych planet i księżyców. W tym w Marsa czy Wenus. W przypadku tej drugiej także podejrzewa się, że była kiedyś planetą wodną. Choć znaków, że tak było, jest nieporównywalnie mniej niż w przypadku Marsa.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama