Awantura o kota

Sprawa uchodziłaby za śmieszną, gdyby nie była śmiertelnie poważna. Jeden z instytutów naukowych należących do Polskiej Akademii Nauk wpisał kota domowego na listę gatunków obcych. Inni rozwinęli tę myśl, twierdząc, że jest to gatunek inwazyjny. No i zaczęły się kłopoty.

Kilka lat temu dla działu naukowego GN przeprowadziłem wywiad na temat spadającej liczebności niektórych gatunków ptaków. Ekspertka, z którą rozmawiałem, powiedziała, że jednym z głównych czynników wpływających na ten fakt jest duża liczba kotów. Koty to drapieżniki. Karmimy je suchą karmą albo mięsem z puszki, ale działania te nie zabijają ich łowczych instynktów. Gdy kot może się swobodnie poruszać po okolicy, jest całkiem skutecznym zabójcą. Czy to więc gatunek inwazyjny?

Inwazyjny czy nie?

Gatunek inwazyjny to taki, którego rozprzestrzenianie się stanowi zagrożenie dla fauny (albo flory) występującej w danym ekosystemie. Przyczynia się wówczas do zanikania gatunków miejscowych, przez co jest zagrożeniem dla bioróżnorodności. W skrócie – przychodzi z zewnątrz i albo może liczyć na pomoc człowieka, albo nie ma naturalnych wrogów, co prowadzi do wypierania gatunków, które na danym terenie znajdowały się przed nim. Czasami (zwłaszcza na terenach chronionych) z gatunkami inwazyjnymi walczy i się próbuje je usunąć, w innych przypadkach prowadzi się działania zmierzające do ograniczenia ich wpływu na środowisko.

Czy kot domowy jest takim gatunkiem? Tutaj zdania są podzielone. Instytut Ochrony Przyrody PAN twierdzi, że świadomie wpisał kota domowego do bazy gatunków obcych. Zdaniem badaczy powinien on być także uznany za gatunek inwazyjny, gdyż (cytuję z komunikatu prasowego wydanego przez Instytut) „istnieją jednoznaczne dowody naukowe na negatywny wpływ kota domowego na rodzimą różnorodność biologiczną”. Dalej można przeczytać, że „opinia ta jest zgodna z opinią sformułowaną przez zespół zajmujący się inwazyjnymi gatunkami obcymi w ramach działań Komisji Europejskiej” oraz że definicje i kryteria, jakimi posługiwali się naukowcy, wynikają z konkretnych zapisów ustawowych. Nie tylko polskich, lecz także europejskich (które polska strona podpisała). Naukowcy dodają ponadto, że kot domowy nie jest gatunkiem u nas naturalnym. Przybył pewnie kilka tysięcy lat temu, a udomowiony został około 10 tys. lat temu, ale dość daleko od nas, bo na terenie starożytnego Bliskiego Wschodu, czyli gdzieś między Nilem a Mezopotamią. A skoro jest obcy i szkodzi, powinien… no właśnie. Co wynika z oświadczeń Instytutu Ochrony Przyrody PAN? Ano to, że choć kot domowy spełnia w zasadzie wszystkie kryteria, aby wpisać go na listę gatunków inwazyjnych, na takiej liście umieszczony nie został. Wpisano go natomiast na listę gatunków obcych. Dlaczego zrezygnowano z zaliczenia go do inwazyjnych? Bo – dotyczy nie tylko Polski, lecz całej Unii – uznano, że to bez sensu. Nikt nie będzie przecież walczył z kotami z powodów kulturowych, a ich liczba jest tak duża, że w zasadzie niewiele da się z tym zrobić.

Jest na liście czy nie?

Po co zatem ta cała awantura? Przede wszystkim nie wywołali jej naukowcy, lecz powstała z powodu nieporozumień i nadinterpretacji, a przede wszystkim z braku wiedzy tych, którzy wiadomość o inwazyjnych kotach przekazywali na tysiącach profili, w tym gromadzących miłośników kotów. Bo faktem jest, że kot jest gatunkiem inwazyjnym, ale faktem jest też, że nikt nie wpisał tego zwierzęcia na listę gatunków inwazyjnych (z powodów, o których pisałem wyżej), a jedynie na listę gatunków obcych. Lista ta jest źródłem informacji naukowej. Znajduje się na niej prawie 1800 różnych gatunków, które w Polsce są traktowane jako obce. Część z nich to gatunki inwazyjne, ale kota na tę listę nie wpisano. Zgodnie bowiem z przepisami gatunek, który jest uznany za inwazyjny, powinien być zwalczany, a jego populacja ograniczana. Właśnie ten element budzi najwięcej emocji. Bo czy ktoś będzie zakazywał posiadania kotów? Nie! Nie ma i nie było takich planów. Właściciele kotów i psów zresztą też – nie jest to żadna nowość – są natomiast proszeni, aby nie puszczać wolno swoich pupili tam, gdzie mogą zagrażać dzikiej przyrodzie. Kot w domu nie jest problemem. Będzie nim jednak np. w lesie albo na dzikiej łące. Szczególnie w okresie lęgowym i w miejscach, gdzie pojawiają się rzadkie gatunki ptaków albo niewielkich ssaków, które koty domowe zabijają.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama