Pszczoły miejskie - szkodzą bioróżnorodności?

Jaki wpływ mają pasieki miejskie na inne gatunki zapylaczy?

W ostatnich latach ogromną popularnością cieszą się nieduże miejskie pasieki. Składające się zwykle z kilku ulów, są zakładane nie tylko w ogórdkach działkowych, ale również na dachach obiektów użyteczności publicznej. Hodowane w ten sposób miejskie pszczoły miodne z jednej strony miały rozwiązać kryzys spowodowany spadkiem liczby owadów zapylających, z drugiej jednak strony są zagrożeniem. W jaki sposób?

Zapylacze to grupa owadów zdolnych do zapylania roślin. Ich rola w przyrodzie jest niezwykle ważna, bo dzięki ich pracy kwitnące rośliny są zdolne do wydawania owoców. Od pewnego czasu jednak przyrodnicy zauważają znaczący kryzys wśród zapylaczy, spowodowany w znacznej mierze działaniami człowieka: m.in. zanieczyszczeniem powietrza i pestycydami. Sytuacja jest poważna, bo spadek populacjo owadów zapylających może wywołać kryzys żywnościowy. 

Jednym z rozwiązań, jakie miały pomóc rozwiązać problem było zakładanie miejskich pasiek pszczół miodnych. W ostatnich latach populacja miejskich pszczół znacznie wzrosła. Pasieki są zakładane nie tylko w ogródkach działkowych, ale też w  miejscach nietypowych, jak na przykład dachy obiektów publicznych. Rzecz w tym, że coraz więcej miodnych pszczół nie tylko problemu nie rozwiązuje, ale może szkodzić bioróżnorodności. Opowiada o tym dr Anna Sobieraj-Betlińska na łamach portalu Naukawpolsce.pap.pl.

Jak podkreśla, silna populacja pszczoły miodnej wypiera mniej zdolne do konkurencji gatunki dzikich zapylacza, np dzikiej pszczoły. 

- Od około dekady obserwujemy tendencję do stawiania miejskich pasiek w kraju. Niestety, teraz już wiemy, że nie jest to dobry trend, ponieważ wprowadzona do miasta pszczoła miodna konkuruje z innymi gatunkami zapylającymi, np. z dziko żyjącymi pszczołami, które nie mogą liczyć na naszą pomoc. Mówi się nawet o tzw. bee-washingu, który oznacza wprowadzanie klientów w błąd pozorami proekologicznych działań - opowiada Sobieraj-Betlińska.

Bioróżnorodność jest bardzo ważnym elementem ekosystemu, ponieważ chroni nas m.in. przed skutkami epidemii, która może wyeliminować gatunek, który zdominował system.

Zdaniem przyrodniczki znacznie lepszym rozwiązaniem są działaia wspierające gatunki dzikie:

- Programów ochrony pszczół w kraju jest coraz więcej. Dotyczą one ochrony ich siedlisk występowania. W różnych miastach tworzone są także łąki kwietne. Stawiane są też np. domki dla pszczół, zbudowane z pustych łodyg roślin czy nawierconych klocków drewna. Tutaj trzeba jednak uważać. Sam domek bowiem nie wystarczy – ważne, aby stał w pobliżu zaplecza pokarmowego, czyli np. łąki z roślinami nektaro- i pyłkodajnymi. Jeśli takiego obszaru nie ma, trzeba by było go wcześniej stworzyć, zasiewając odpowiednie rośliny. Nie powinno się też umieszczać w nim gotowych kokonów pszczół, bo wtedy, podobnie jak w źle umieszczonych pasiekach, można wprowadzić do środowiska gatunki szkodzące tym, które już w tym miejscu żyją. Niech owady same zdecydują, gdzie chcą zamieszkać. - mówi Sobieraj-Betlińska.  - Niektóre programy obejmują tzw. naukę obywatelską. Na przykład Stowarzyszenie Natura i Człowiek prowadzi monitoring pszczoły – zadrzechni fioletowej. W programie może uczestniczyć każdy. Ochotnicy, widząc tego owada, mogą przesyłać jego zdjęcia. Jeśli ktoś ma dom z trawnikiem, sam może wspierać owady zapylające. Wiele już zrobi, jeśli nie będzie zbyt często trawy kosił. Na szczęście od niedawna odchodzi się już od całkowitego koszenia trawnika, oprócz miejsc, gdzie jest to potrzebne dla bezpieczeństwa czy dla celów rekreacyjnych – np. przy drogach lub polanach rekreacyjnych. Teraz trawniki coraz częściej kosi się fazowo/częściowo – koszenie jest rozłożone w czasie, nie jest od razu koszony cały teren. Wykasza się je po przekwitnięciu mniszka lekarskiego, aby nie pozbawiać intensywnie rozwijającej się wiosną populacji pszczół jednego z najważniejszych źródeł pokarmu - podkreśla przyrodniczka..

 

 

«« | « | 1 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg