Po co mi kierowca?

Już dzisiaj można kupić samochód, który potrafi rozpoznawać znaki drogowe, a gdy potrzeba, sam zaparkuje. A to dopiero początek. Za 10–15 lat w sprzedaży będą samochody samosterujące.

Nad odpowiednimi konstrukcjami pracują centra technologiczne Chevroleta, Toyoty, Hondy, Mercedesa, Renault, Forda, Peugeota i Citroëna. Od strony informatycznej odpowiednie oprogramowanie próbuje napisać Google. Problemem nie jest stworzenie samochodu, który potrafiłby sam jechać, ale wyposażenie go w taki zestaw czujników, by potrafił reagować na to, co dzieje się na drodze. Już dzisiaj w wielu konstrukcjach to komputer decyduje za kierowcę. Gdy jest za ciemno – włącza światła, gdy pada deszcz – uruchamia wycieraczki, a gdy kierowca jedzie za szybko – ostrzega o łamaniu przepisów. Automatyczne rozpoznawanie znaków, ustawianie świateł tak, by nie oślepiały kierowców jadących z naprzeciwka, utrzymywanie stałej i bezpiecznej odległości od poprzedzającego pojazdu – to wszystko już jest. Tak samo jak urządzenie pilnujące, czy pojazd nie zjeżdża z drogi, gdy kierowca zasnął. Wspomniane gadżety nie tyle zastępują kierowcę, ile mu pomagają. Są jak asystent. Ale producenci samochodów chcą więcej. Chcą stworzyć samochód, który będzie się sam prowadził. Jak?

Wyścig za 2 mln dolarów

Od wielu już lat amerykańska agencja wojskowa zajmująca się finansowaniem przyszłościowych projektów naukowo-technicznych DARPA (Defense Advanced Re­search Projects Agency) organizuje Urban Challenge, czyli rajd samochodów bez kierowców. Startować może każdy. Nagroda – okrągłe dwa miliony dolarów. W pierwszej edycji w 2004 roku żaden z kilkunastu samochodów nie dojechał do celu. W ostatniej dojechały prawie wszystkie.

Trasa pierwszych wyścigów liczyła prawie 250 km i wiodła po bezdrożach pustyni Mojave w Newadzie w USA. Teren był co prawda pofałdowany, ale to i tak łatwiejsze niż jazda w mieście. Kamienie i dziury stoją w miejscu i są całkowicie przewidywalne. Trasę wyznaczono tak, by elektroniczny kierowca był zmuszony omijać głazy i zwalniać na stromych zjazdach w dół. Samochód, który dojechał najdalej (skonstruowany w Carnegie Mellon University w USA), utknął na 12 kilometrze trasy, bo… wjechał w krzak. Nie wiedział, jak go ominąć, gdyż programiści nie przewidzieli krzaków na drodze.

W 2007 roku po raz pierwszy automatyczne samochody wprowadzono do miasta. Teren zurbanizowany, z ruchem, z pieszymi, z wąskimi (czasami jednokierunkowymi) ulicami jest najmniej przewidywalny ze wszystkich możliwych. Może zdarzyć się przecież wypadek czy korek, a wtedy komputer sam – mając do dyspozycji GPS – musi zadecydować, którędy jechać, żeby ominąć zablokowaną część miasta. Zamkniętym miastem, w którym odbywały się wyścigi, była baza wojskowa należącej do lotnictwa USA – George Air Force Base w Kalifornii. W kolejnych wyścigach wprowadzano przejazdy długimi i wąskimi tunelami. Po co? Bo tam nie działa nawigacja GPS, więc samochód jest dosłownie pozostawiony sam sobie.

Kolejne wyścigi pokazały, że era automatycznych samochodów jest bliżej, niż mogłoby się wydawać. Od konkursów i wyścigów, w których startowali głównie studenci, przechodzimy właśnie do samochodów seryjnych.

Siłowniki i kilka par oczu

Wyścigi, o których mowa, nie mają nic wspólnego z zawodami pojazdów zdalnie sterowanych. W samochodach komputer sam podejmuje decyzje. Na starcie wprowadza się tylko lokalizację mety. Sposób dotarcia – dowolny – byle bezpieczny. Komputer sam wybiera trasę, sam włącza migacz przy skręcie, sam decyduje, czy zjechać na lewy pas na drodze wielopasmowej. Siłowniki zainstalowane w układzie kierowniczym pojazdu dostają wtedy odpowiedni sygnał z centralnej jednostki sterującej samochodem. Oczy samochodu to zespół czujników, kamer, radarów (dalekiego i bliskiego zasięgu), a nawet dalmierzy laserowych.

Po co w ogóle budować automatyczne pojazdy? Powodów jest wiele. Czas jest cenny. Zamiast siedzieć czasami kilka godzin za kierownicą, można np. odpoczywać, pracować czy rozmawiać z bliskimi. Samochody automatyczne oszczędzą czas, bo szybciej dojadą do domu czy pracy. Dzięki technice, w tym satelitarnej, znajdą optymalną trasę w konkretnych warunkach. Tym samym można liczyć na oszczędność paliwa. Także dlatego, że porozumiewające się automaty nie będą stwarzały korków. I ostatni argument, chyba najważniejszy: automaty są bezpieczniejsze. Nie męczą się, nie piją alkoholu, nie rozpraszają się i nie… konkurują z innymi uczestnikami ruchu, np. urządzając wyścigi. Zawsze podejmują racjonalne decyzje oparte na twardych danych, a nie na emocjach. Na całym świecie na drogach giną codziennie setki czy tysiące ludzi. Większości z tych tragedii dałoby się uniknąć, gdyby to nie człowiek prowadził samochód.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.