Myślmy zawczasu

O treści moratorium genetyków i samoograniczaniu naukowców z prof. Ewą Bartnik, genetykiem z Uniwersytetu Warszawskiego i z Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN w Warszawie rozmawia Tomasz Rożek

Tomasz Rożek: Na czym polega metoda CRISPR – Cas9?

Prof. Ewa Bartnik: To jedna z technik umożliwiających modyfikację genów. W największym skrócie polega na tym, że za pomocą odpowiednich enzymów jest wycinany konkretny fragment DNA i na jego miejsce wszywany inny. Przynajmniej w teorii tak to wygląda. W ten sposób wielokrotnie modyfikowano zwierzęta i rośliny. Zaczyna się jednak myśleć o ludziach. Tym, co wzbudziło wątpliwości i było powodem napisania listu moratoryjnego, mógł być fakt, że pojawiły się pogłoski mówiące o tym, że w Chinach próbuje się tę metodę zastosować do modyfikacji ludzkich komórek zarodkowych. Jeżeli możliwe jest precyzyjne naprawienie defektu, otwierają się możliwości różnego rodzaju manipulacji.
 

Czyli że wspomnianej metody możemy użyć nie tylko do wymiany źle działających genów, ale także do wymiany genów prawidłowych, po to, by wyposażyć nowego człowieka w pożądane cechy. Tak? 

Tak. Autorzy listu moratoryjnego zadają pytanie, czy ta metoda jest bezpieczna oraz czy kiedykolwiek będzie. A nawet jeżeli będzie bezpieczna, czy powinna kiedykolwiek być stosowana u zarodków.
 

Skupiając się na kwestiach technicznych, można zapytać, dlaczego to może być niebezpieczne? Czy chodzi tylko o precyzję wycinania różnych fragmentów genów? Jeżeli dzisiaj tego nie potrafimy, pewnie kiedyś się nauczymy. 

Czy na pewno…? Niezwykle rzadko zdarza się, że jedna cecha, jedna choroba zapisana jest tylko w jednym miejscu, tylko w jednym genie. Na ogół wraz z defektem pojawiają się jakieś geny kompensujące. Jeżeli nawet nauczymy się precyzyjnego wycinania fragmentu DNA, może się okazać, że nie polepszymy, a pogorszymy sytuację, bo zabierzemy się za naprawę mechanizmu, którego nie rozumiemy. Usuniemy, jak nam się wydaje, przyczynę problemu, ale w rzeczywistości wprowadzimy dodatkowe zamieszanie do i tak niezwykle skomplikowanego mechanizmu.

Co konkretnie jest treścią listu?

Naukowcy proponują, by nadal badać metodę CRISPR – Cas9 na zwierzętach, ale poważnie zastanowić się, czy ta technika powinna być wprowadzana na etapie zarodka człowieka. Po pierwsze ze względów technicznych, a po drugie etycznych.
 

Czy naukowcy postulują udoskonalenie metody po to, by stosować ją do modyfikacji komórek zarodkowych, czy też postulują, by nie wykorzystywać jej do tych komórek nigdy?

Autorzy listu piszą wprost, by środowisko naukowe naciskało szczególnie na badaczy pracujących w tych krajach, gdzie ustawodawstwo zezwala na takie próby, by ich nie przeprowadzać. Tajemnicą poliszynela jest to, że głównie chodzi o Chiny i Koreę Południową. W liście pojawia się zdanie, które mówi, że czas, który uzyska się dzięki wstrzymaniu tego typu badań, „pozwoli na określenie odpowiedzialnych zastosowań tej technologii, jeżeli w ogóle takie zastosowania istnieją”. Jak widać, autorzy listu mają wątpliwości, czy nawet udoskonalona metoda powinna być stosowana na zarodkach. Myślę, że ich sprzeciw mogą budzić nieograniczone możliwości modyfikacji ludzi, na które ta metoda teoretycznie pozwala. Możliwe będzie bowiem wymienianie nie tylko tych fragmentów genów, które są zmutowane, które są źródłem jakiejś choroby, ale także tych, które z jakichś innych powodów nie odpowiadają na przykład rodzicom. Może to prowadzić do projektowania ludzi poprzez totalną ingerencję w ich DNA. To jest oczywiście daleka przyszłość. Dzisiaj absolutnie nie jesteśmy w stanie tak precyzyjnie wskazywać, w których miejscach DNA zapisywane są cechy fizyczne czy psychiczne człowieka, ale nie oznacza to, że gdzieś na świecie ktoś nie będzie takich prób podejmował. W pełni identyfikuję się z tymi obawami.
 

Przecież wybór cech dziecka już dzisiaj jest możliwy.

I tak, i nie. Czytałam niedawno artykuł, w którym szef jednej z francuskich klinik leczenia bezpłodności mówił, że wiele kobiet, które zgłaszają się do niego, wcale nie ma kłopotów z płodnością. Chodzi im o możliwości wykonania dokładnych badań genetycznych zarodka, zanim ten zostanie transferowany do macicy. W USA podobno 40 proc. zabiegów in vitro jest robionych nie z powodu bezpłodności, tylko z powodu możliwości selekcji zarodków, np. ze względu na płeć. Coraz częściej zdarza się i coraz więcej firm to umożliwia, że pojawiają się wymagania co do konkretnego zestawu cech swojego przyszłego potomka. Klinika doprowadza do zapłodnienia komórki jajowej matki, która ma odpowiednie cechy, plemnikiem biologicznego ojca, który zostaje odpowiednio wyselekcjonowany. Tutaj nie ma jednak pewności, że dziecko te cechy odziedziczy, jedynie zwiększa się prawdopodobieństwo, że tak się stanie. W przypadku CRISPR – Cas9 mówimy o modyfikacjach na poziomie konkretnych genów. To ingerencja dużo głębsza niż ta, z którą mamy do czynienia teraz. Mówiąc to, chcę podkreślić, że jako genetyk widzę ogromny potencjał w tej metodzie, jeżeli mówimy o terapii, także osób dorosłych. Widzę jednak także ogromne niebezpieczeństwo zastosowania tej metody w celach innych niż terapeutyczne. Słyszałam pogłoski, w które byłabym skłonna uwierzyć, że w Chinach, w jednym z instytutów, uruchomiono program poszukiwania genów na inteligencję. Takie informacje wzbudzają we mnie lęk.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |