Widzę cię!

Czy to science fiction napędza naukę?

Dzisiaj od wynalazku do jego skomercjalizowania mijają nie dziesięciolecia, jak kiedyś. I zawsze dziwię się, jak szybko na rynek wchodzi coś, o czym jeszcze niedawno niewielu myślało poważnie. Niewielu, z wyjątkiem twórców filmów i książek science fiction. Zastanawiałem się nawet ostatnio, czy to science fiction napędza naukę, czy nauka inspiruje twórców science fiction. Czy to naukowcy kierują swój wzrok i zainteresowanie w konkretnym kierunku dlatego, że zachwycili się jakąś fantastyczną wizją, czy przeciwnie, pisarze, scenarzyści śledzą rozwój nauki, trendy i osiągnięcia. A może te dwa światy rozwijają się równolegle? I gdybyśmy jakoś zwizualizowali związek pomiędzy nimi, dostalibyśmy coś w rodzaju drabiny. Jedna prosta to nauka, druga to sztuka, a szczeble pomiędzy to kontakt, może naśladownictwo, inspiracje. Całkiem spora grupa ludzi, którzy naukowo zajmują się kosmosem, zainteresowała się nim pod wpływem sagi „Gwiezdne wojny”. Nie tylko w tym filmie niektórzy bohaterowie mieli okulary rozszerzające rzeczywistość. Dzisiaj to już żadna nowość, można je kupić w sklepie z nieco droższymi zabawkami. Rzeczywistość rozszerzona (AR – augmented reality) pozwala – jak sama nazwa wskazuje – na rzeczywisty obraz nałożyć kolejne – już wirtualne – warstwy. Do niedawna używali jej np. piloci, którzy w kaskach lotniczych mieli zainstalowane specjalne urządzenia wyświetlające wprost przed ich oczyma parametry lotu. Dzięki temu pilot nie musiał szukać informacji na wskaźnikach rozmieszczonych w kokpicie. Potem rozszerzoną rzeczywistość dostali architekci, lekarze, aż w końcu gracze. Po to, by wzbogacić, uzupełnić czy uatrakcyjnić to, co widzą. W niektórych muzeach dostępne są okulary, po których założeniu zwiedzający widzi informację o obrazach, rzeźbach czy przedmiotach, które ogląda. Może też zobaczyć, jak te eksponaty wyglądały w latach swojej świetności. A wszystko to ma przed oczami, a nie na wydrukowanych planszach czy animacjach na ekranie komputera.

Okularów z rozszerzoną rzeczywistością od niedawna używa także chińska policja. Dzięki nim rozpoznaje twarze osób, które są poszukiwane przez wymiar sprawiedliwości. Wystarczy, że w bazie danych znajduje się jakaś twarz, system komputerowy w ciągu tysięcznych części sekundy jest w stanie taką osobę rozpoznać. Gdy to się stanie, policjantowi – dosłownie przed oczami – wyświetla się cały zestaw informacji o poszukiwanym. Technologia (na razie) jest wykorzystywana tylko przez patrole pracujące na dworcach i w pociągach, i to tylko w jednym mieście. Na razie służy jedynie poszukiwaniu przestępców. A radzi sobie z tym skuteczniej niż człowiek. Ale czy za chwilę ktoś nie zechce w ten sposób identyfikować ludzi, np. nieprzychylnych władzy? W Chinach członkowie niektórych wspólnot religijnych nie mają prawa do swobodego podróżowania. Ich nazwiska i zdjęcia są w bazach danych. I jak zawsze ta sama analogia. Nóż może służyć do krojenia chleba i do zabijania. •

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| FELIETONY, NAUKA

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.