Wyprawa na spód Ziemi

To najgłębsza dziura w ziemi. Rów Mariański, a konkretnie Głębię Challengera, odwiedził amerykański statek badawczy "Nereus". .:::::.

Nereus to z greki „woda”. Takie imię nosił w mitologii greckiej jeden z tytanów. Przedstawiany był jako pół człowiek, pół ryba. Ale „Nereus” to także supernowoczesny statek wybudowany przez kilka amerykańskich instytucji zajmujących się eksploracją oceanów. Uniwersytety, instytuty badawcze, ośrodki naukowe, w końcu marynarka wojenna mają wiele statków załogowych czy automatycznych, które mogą schodzić głęboko pod wodę. Te istniejące są w stanie zbadać aż 95 proc. dna wszystkich mórz i oceanów. Co z pozostałymi 5 procentami? Nie da się do nich dotrzeć, bo leżą zbyt głęboko. Najbardziej odporne jednostki wytrzymują ciśnienie wody do głębokości 6,5 km. Na Ziemi są jednak miejsca, gdzie słup wody jest znacznie wyższy, gdzie po to, by dotknąć dna, trzeba zanurzyć się aż 11 km pod powierzchnię wody. To właśnie brakujące 5 proc.

Nieznane lądy

Pierwszymi ludźmi, którzy badali Głębię Challengera, czyli najgłębszą część Rowu Mariańskiego, byli członkowie załogi żaglowca H.M.S. Challenger. W 1870 roku brytyjski rząd oddał profesorowi historii naturalnej z uniwersytetu w Edynburgu w Szkocji, Charlesowi Thomsonowi, całkiem sporych rozmiarów żaglowiec. Plan był w zasadzie prosty. Statek z naukowcami na pokładzie miał badać wszystko, co nie zostało jeszcze zbadane. A że białych plam w nauce, konkretnie w oceanografii, było całkiem sporo, to i załoga miała pełne ręce roboty. Załoga statku liczyła około 200 członków. Dodatkowo na pokład zabrano sześciu naukowców, w tym rysownika, który wszystkie napotkane osobliwości miał uwieczniać.

Statek wypłynął w morze w grudniu 1872 roku. Wrócił po 3,5 roku, po pokonaniu trasy 128 tys. kilometrów. Badał północny i południowy Atlantyk i cały Pacyfik. Dopłynął, jak najdalej mógł, na północ, w kierunku bieguna, i w drugą stronę, pod sam biegun południowy. Przeprowadził prawie 500 pomiarów głębokości dna. W prawie każdym z tych miejsc przeprowadzano dokładne pomiary temperatury wody (na różnych głębokościach) i pobierano jej próbki. Pobrano kilkaset próbek podmorskiego gruntu. Odkryto prawie 5 tys. nieznanych wcześniej gatunków podwodnego życia. Po powrocie do Anglii zebrane dane musiało opracowywać 100 naukowców. Na podstawie ich analiz, przez 10 kolejnych lat, wydano 50 tomów dokumentów. W sumie napisano 30 tys. stron i zrobiono kilka tysięcy ilustracji.

Najgłębszy z najgłębszych

Jedno ze stanowisk pomiarowych znajdowało się w okolicach powulkanicznej wyspy Guam, gdzieś pomiędzy Hawajami i Filipinami. Na samym środku Pacyfiku. To tam odkryto najgłębsze miejsce z dotychczas znanych. Za pomocą lin zmierzono, że dno znajduje się 4475 sążni, a więc prawie 8200 m pod taflą wody. Pomiary 75 lat później powtórzyli Amerykanie (wynik – 10 900 m), a po kolejnych kilku latach, w 1957 roku, Rosjanie (wynik 11 034 m). Nie było i do dzisiaj nie ma wątpliwości – nie ma na Ziemi głębszego miejsca niż Głębia Challengera w Rowie Mariańskim. Skoro takie miejsce znaleziono, należałoby je zbadać. A czy jest na to lepszy sposób, niż wybrać się na samo dno? W zasadzie nie, choć jest to bardziej skomplikowane, niż mogłoby się wydawać. Głównie z powodu panującego tam ciśnienia. Jest ono o ponad 1000 razy wyższe niż ciśnienie panujące przy powierzchni wody. Na każdy element batyskafu, na każdy jego milimetr kwadratowy na dnie Głębi Challengera działa ponad tysiąc razy większy nacisk. Czy w ogóle da się wybudować statek, który przy takich siłach nie zostałby zgnieciony jak pusta puszka po coli? Nie dość, że się udało, to na dodatek wsiedli do niego ludzie.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |