Zmiana zmiany

Tak na chłodno: jakie są zalety, a jakie wady zmiany czasu?

Trudno o jeden zestaw argumentów, bo dla różnych grup zawodów, na różnym etapie życia, może on być inny. Rodzice z małymi dziećmi szczerze nienawidzą zmiany czasu, bo ich pociechy wstają, o której mają ochotę, a nie zgodnie z zegarkiem. Podobnie jest z rolnikami, których dzień pracy jest uzależniony od rytmu dnia zwierząt hodowlanych. Owszem, można się do zmian czasu przyzwyczaić, ale jest to bardziej skomplikowane niż proste przestawienie zegarka. Dla pracowników biurowych zmiana czasu oznacza mniejszy lub większy dyskomfort. Krótko mówiąc, kłopotów związanych ze zmianą czasu jest sporo, zalet niewiele. A w zasadzie tylko jedna.

Zaczęło się od świec

Autorem pomysłu na zmianę czasu był – jak głosi plotka – Benjamin Franklin, żyjący w XVIII wieku amerykański polityk, autor konstytucji USA, ale także naukowiec i baczny obserwator świata. Zauważył, że gdyby zegarek lepiej dostosować do wschodów i zachodów słońca, można by zaoszczędzić sporo pieniędzy na zakupie świec. Ludzie zamiast oświetlać mieszkania sztucznym światłem, mogliby po prostu wcześniej wstawać i wcześniej kłaść się spać. Może to i proste, ale – o ile Franklin w ogóle pomysłem z kimś się podzielił – rozwiązanie nie zyskało popularności. Wiele lat później, trawieni kryzysem i związanym z nim brakiem energii, rozwiązanie takie wprowadzili Niemcy w czasie I wojny światowej. Pierwszy raz czas w Europie przesunięto w 1916 roku. Później bywało różnie. Niektóre kraje wprowadzały czas letni, po to żeby za chwilę go zlikwidować. Inne długo się opierały, po to żeby w końcu ulec. U nas po raz pierwszy przestawiono czas w okresie międzywojennym. Później zrezygnowano. Czas zimowy i czas letni przywrócono pod koniec lat 40., a później znowu z niego zrezygnowano (na prawie 10 lat). W 1957 roku zmianę czasu wprowadzono, ale w 1965 roku znowu zarzucono. Na stałe Polska jest krajem „dwuczasowym” od 1976 roku.

W okresie wojen światowych, a także w czasach kryzysu naftowego w latach 70. XX wieku, przestawianie czasu wiązało się z pewnymi oszczędnościami. Chodziło o energię elektryczną wykorzystywaną do oświetlania mieszkań i przestrzeni publicznych. Fabryki (w tym zbrojeniowe w okresie wojen) zużywają podobną ilość prądu niezależnie od tego, na jaki czas się umówimy. Od tamtej pory wiele się jednak zmieniło. I tak jak kiedyś na oświetlanie ulic i mieszkań zużywano stosunkowo dużą część produkowanego przez elektrownie prądu, tak dzisiaj to niewielki procent. Z dwóch powodów. Po pierwsze mamy nieporównywalnie oszczędniejsze źródła światła, a po drugie, dużo więcej urządzeń zasilamy prądem elektrycznym niż przed kilkudziesięciu laty. Dzisiaj oświetlenie pomieszczeń „pożera” mniej niż 1 proc. prądu, który produkują elektrownie. Co więcej, choć prądu w ogóle zużywamy coraz więcej, na oświetlenie mieszkań i domów potrzebujemy go coraz mniej. Klimatyzatory, gigantyczne lodówki, tostery, ale także światła uliczne i oświetlenie miast – pracują niezależnie od tego, którą godzinę wskazują zegarki. Najwięcej prądu potrzebują fabryki (przemysł), transport czy kopalnie. Przestawianie wskazówek tutaj nic nie zmieni.

Zalety i wady

Czy zmiana czasu ma jakieś zalety? Dwie. Z jednej chyba nieczęsto korzystamy, a druga jest trudna do oszacowania.

Człowiek lepiej funkcjonuje wtedy, gdy jest jasno. Rodzice mają więcej możliwości spędzania czasu z dziećmi wtedy, gdy jest jasno. Tylko czy – po pierwsze – rzeczywiście ten czas wykorzystujemy? I po drugie, czy godzina, którą „dostajemy” dwa razy w roku cokolwiek zmienia, skoro jej „oddanie” wiąże się z wieloma uniedogodnieniami?

Druga zaleta to bezpieczeństwo na drogach. Dzięki temu, że po południu, w czasie powrotów z pracy jest wciąż jasno, zdarza się mniej wypadków. Szczególnie tych z udziałem pieszych. Zresztą ten argument (a nie oszczędność prądu) przekonał brytyjskich parlamentarzystów na początku XX wieku do zgody na zmianę czasu. Bezpieczniej na drogach jest jednak nie przez cały okres obowiązywania zmienionego czasu, ale tylko w pierwszych tygodniach. Później jest i tak ciemno zarówno wtedy, gdy większość osób do pracy jedzie, jak i wtedy, gdy wraca. Na to nakłada się jeszcze kwestia zwykle trudnych warunków atmosferycznych zimą i późną jesienią. Nie jest więc łatwo sprawdzić, jaki dokładnie wpływ na bezpieczeństwo ma zmiana czasu. Intuicja podpowiada jednak, że jakiś wpływ mieć musi. Tyle zalety. A co z wadami tego rozwiązania?

Jedną z większych są komplikacje w krajowym i międzynarodowym transporcie. W czasie jednej zmiany pociągi, autobusy czy samoloty pojawiają się w punkcie docelowym o godzinę za późno, po to by pół roku później pojawić się o godzinę za wcześnie. W przypadku niektórych środków transportu sprawa bywa rozwiązywana doraźnie, np. kolejarze decydują się na to, by pociąg stał godzinę w polu. Z pozoru wydaje się, że te niedogodności to argument naciągany, no bo co to jest dwa dni w roku. To pytanie można jednak zadać inaczej. Po co dwa dni w roku się spinać i ponosić dość duże koszty, skoro w zamian za to niewiele albo nawet nic nie otrzymujemy? A to dopiero początek. Istnieje całkiem spora grupa osób, dla których zmiana czasu oznacza kilkutygodniowe permanentne zmęczenie. Organizmy tych osób bardzo trudno dostosowują się do nowych wskazań zegarków. Rano nie potrafią wstać, wieczorem nie potrafią zasnąć. Gdy po kilku tygodniach w końcu dostosowują się do zmiany, po kolejnych kilkunastu ma miejsce kolejna zmiana. Jak przeliczyć to zmęczenie na produktywność w pracy, na wypadki przy pracy? To chyba niewykonalne, ale intuicja podpowiada, że z ludzkiego punktu widzenia zmiana czasu jest niewskazana i szkodliwa.

Podsumowując

Na zmianę czasu narzekamy od lat. Już dawno nie generuje ona żadnych oszczędności. Może mieć wpływ na krótkotrwałą poprawę bezpieczeństwa na drogach. Na pewno pogarsza samopoczucie dużej grupy ludzi, w tym niektórych na wiele tygodni. Powoduje komplikacje w transporcie i logistyce. Czego jest więcej? Zysków czy strat? W moim i wielu innych osób przekonaniu więcej jest strat. Tak przynajmniej wynika z badań opinii społecznej. Co ciekawe, w krajach, w których na kwestie ekonomiczne patrzy się mniej emocjonalnie niż u nas, czyli w Chinach, Japonii czy Korei – nikt przestawianiem zegarków nie zaprząta sobie głowy. •

Kiedy zmieniamy?

W Unii Europejskiej (dyrektywa UE 2000/84/EC) czas zmienia się z zimowego na letni w ostatnią niedzielę marca, a z letniego na zimowy w ostatnią niedzielę października. W marcu tracimy godzinę, a w październiku zyskujemy.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |