Pochodź sobie

Mogłoby się wydawać, że w chodzeniu nie ma nic ciekawego. Że przecież raz lewa noga, raz prawa. A potem znowu lewa. W życiu codziennym w ogóle nad tą czynnością nie zastanawiamy się. Ona dzieje się automatycznie. A tymczasem…

Przeważająca większość naszych czynności dzieje się bez udziału naszej woli. Oczywiście jeżeli chcemy, w każdej chwili możemy przestać chodzić, ale gdy już chodzimy, czynność ta wędruje do naszej podświadomości. Niektóre funkcje naszego organizmu nigdy z tej sfery nie wychodzą i choćby nie wiem jak się starać, np. serca nie zatrzymamy. Chodzenie zatrzymać możemy, ale jego dokładna analiza każdego dnia, każdej godziny i każdej minuty byłaby bardzo uciążliwa. Nie zastanawiamy się nad chodzeniem, po prostu to robimy. Czasami szybciej, gdy gdzieś się spieszymy, a czasami mamy ten komfort, że możemy chodzić wolniej. Każdy z tych przypadków, a dodać należy do tego bieg, sprint, trucht, a nawet skoki, to dość skomplikowany ciąg różnego rodzaju komend, które nasz mózg wydaje poza naszą świadomością. I całe szczęście. Gdy poruszamy się, musimy świadomie analizować tak wiele informacji z naszego otoczenia, że zawracanie głowie głowy chodzeniem byłoby nieracjonalne. Nasz mózg jest niesamowity. Potrafi naprawdę wiele rzeczy przesunąć do podświadomości, po to tylko, by świadomość miała optymalne warunki do analizy tego, co naprawdę jest istotne.

Dlaczego roboty nie chodzą?

Mechanika chodzenia jest bardzo skomplikowana. Złożone jest już samo zarządzanie systemem łapania równowagi. Ten system zlokalizowany jest we wnętrzu ucha, ale podłączone są do niego także oczy i niezliczona ilość receptorów w naszych stawach. Informacje z tych wszystkich źródeł przesyłane są do mózgu i tam dokładnie analizowane. A to dopiero początek. Dziesiątki mięśni, wiele różnego rodzaju kości (takich dużych, jak kość udowa, ale też małych, jak chociażby te w śródstopiu) – wszystko musi działać perfekcyjnie i komunikować się ze sobą w czasie rzeczywistym. Przecież nie przystajemy po każdym kroku, by dać mózgowi czas na analizę.

Ten system jest tak skomplikowany, że zbudowanie robota, który poruszałby się na dwóch nogach, który łapałby równowagę, który by skakał, omijał przeszkody, biegał i chodził po schodach… wciąż przekracza możliwości współczesnej technologii. Udaje się to już z robotami czteronożnymi, ale dwunożne wciąż są poza zasięgiem. Co ciekawe, człowiek zmienia sposób chodzenia w zależności od sytuacji, a nawet w zależności od rodzaju obuwia. Oglądając średniowieczne obrazy albo ryciny, można zauważyć, że ludzie wtedy przyjmowali dziwne pozy. Gdy przyglądamy się ilustracji ludzi, którzy tańczą z wyciągniętymi do przodu palcami stóp, możemy być nieco rozbawieni, ale z drugiej strony w tańcu człowiek robi różne dziwne figury. Ale w innych sytuacjach te wyciągnięte palce stóp wydają się kuriozalne. Kto dzisiaj tak pozuje? Ciekawe są stare średniowieczne rysunki pokazujące pojedynki. Tam też przedstawione postaci stawiają stopę na podłożu nie od pięty, tylko od palców. Na rycinach przedstawiających służbę podającą do pańskiego stołu – podobnie. Najpierw ziemi dotykają palce, a dopiero potem pięta. Dzisiaj przecież chodzimy odwrotnie. Najpierw pięta, potem palce. No, może z wyjątkiem tancerzy baletowych na scenie, którzy rzeczywiście zaczynają od palców. O co tu chodzi?

Od palców czy od pięty?

Z badań wynika, że ludzie w średniowieczu, ale także we wcześniejszych wiekach rzeczywiście inaczej chodzili. I to nie była kwestia mody. Tak było bezpieczniej. Gdy większość ludzi butów nie miała wcale, a ci zamożniejsi nosili obuwie bez twardej podeszwy, chodzenie od palców było bardzo racjonalne. W takim chodzie ciężar ciała przenoszony jest na stopę dopiero wtedy, gdy cała stopa ma już styczność z podłożem. Póki do tej sytuacji nie dojdzie, w każdej chwili stopę można poderwać, bo ciężar ciała wciąż jest położony na drugiej nodze. Po co podrywać nogę? Żeby się nie zranić. Gdy palcami u nogi wyczuło się jakiś ostry przedmiot albo zauważyło się w okolicach stopy osę bądź węża, wciąż był czas na reakcję. Innymi słowy, ludzie bez butów albo z obuwiem o miękkiej podeszwie stawiali stopę od palców, by najpierw wyczuć teren. Takie chodzenie jest bezpieczniejsze, ale energetycznie mniej wydajne. Nie da się np. szybko biegać, stawiając stopy od palców. To wymaga od organizmu więcej wysiłku, dlatego ludzie, którzy tak właśnie chodzili, mieli bardziej umięśnione łydki. Musieli też zachować prostą postawę, bo wymusza ją ten sposób chodzenia. Gdy jednak zaczęliśmy chodzić w butach o twardej podeszwie, kwestie bezpieczeństwa zeszły na dalszy plan. Teraz zaczęła się liczyć wydajność energetyczna. Łydki może i mamy mniej umięśnione, ale za to szybciej biegamy i zużywamy mniej energii na chodzenie. Pierwszy kontakt z podłożem ma pięta i zanim palce u stóp dotkną ziemi, na nodze jest już położony cały ciężar. Gdyby chcieć oderwać taką – jeszcze nie w pełni przyłożoną do gruntu – nogę, najpewniej byśmy się przewrócili.

Zysk energetyczny ze stawiania nogi od pięty jest spory, są jednak i wady takiego rozwiązania. Bez dobrego obuwia na spore obciążenia narażamy kolana. To zmora tych, którzy dużo biegają. Zresztą na forach biegaczy prowadzone są niekończące się dyskusje na temat tego, jak powinno się prawidłowo stawiać stopę na podłożu. Spora grupa twierdzi, że bezpieczniej jest nie od pięty, tylko całą powierzchnią stopy. Coś pomiędzy „od palców” i „od pięty”.

Szybkie dociśnięcie stawu kolanowego całym ciężarem ciała może być destrukcyjne, bo obciążenie na ten staw przy biegu albo skoku jest większe niż ciężar naszego ciała. Wadą chodzenia od pięt jest także krzywy kręgosłup. To nie jest tak, że chodzenie w ten sposób wykrzywia kręgosłup, ale przy takim przemieszczaniu się możemy mieć zgięte plecy. A to prowadzi do skrzywienia kręgosłupa. Tymczasem chodzenie od palców wymusza prostą postawę. Spróbujcie się garbić, chodząc na palcach.

Idzie czy wraca?

Co ciekawe, gdy zdejmiemy buty i zaczniemy chodzić na bosaka, po dość krótkiej chwili (najpewniej, gdy kilka razy zaboli nas postawienie z całym impetem pięty na ostrym kamieniu) wróci nam „pamięć średniowiecza”. Zaczniemy odruchowo wyczuwać podłoże palcami i chodzić jak tancerze baletowi. Z większą gracją, ale też nieco wolniej. Po dość krótkim czasie zaczną nas boleć łydki, a tych, którzy mają krzywy kręgosłup, także plecy. Chodzenie na bosaka szczególnie zaleca się dzieciom, bo wymusza prostą postawę. No ale gdy z powrotem założymy buty z twardą podeszwą, powróci chodzenie od pięty. Zresztą w normalnych, używanych dzisiaj butach nie bardzo da się chodzić inaczej.

Kilka lat temu naukowcy z Southern Cross Univeristy w Coffs Harbour w Australii przeprowadzili bodaj pierwszą dokładną analizę matematyczną chodu mężczyzn i kobiet. Ludzie w różnym wieku, o różnym wzroście i o różnej wadze chodzili na specjalnie wybudowanym torze, a badacze ten chód filmowali (także w zwolnionym tempie) i analizowali. Następnie różnice w naszych chodach opisali matematycznie. Potem z tej wiedzy skorzystały firmy piszące oprogramowanie służące śledzeniu ludzi i interpretacji ich zachowań. Okazało się, że niewiele trzeba, by po chodzie określić wiek idącego, jego masę, płeć, ale także wszelkie wady postawy, a nawet to, czy ma ciężką torbę. Metoda bardzo skutecznie wykrywa, czy ktoś kulejąc, udaje, czy rzeczywiście boli go noga. Określenie nastroju idącego wymaga już nieco głębszej analizy, ale jest możliwe. Tak samo jak stwierdzenie, czy osoba idąca jest zmęczona. To wszystko można powiedzieć, analizując tylko chód.

Ale w czasie tych analiz zauważono bardzo ciekawą zależność. Osoby, które obserwują model chodu charakterystyczny dla mężczyzn, mają wrażenie, że postać się do nich zbliża. Równocześnie, gdy obserwują chód żeński, wydaje im się, że postać się oddala. Dlaczego tak się dzieje? Na to pytanie odpowiedzieli antropolodzy. To tylko hipotezy, ale intuicyjnie rzeczywiście może coś być na rzeczy. Gdy zauważymy mężczyznę i nie mamy pewności, czy się do nas zbliża, czy oddala, lepiej założyć to pierwsze. Dla naszych dalekich przodków bezpieczniej było w takiej sytuacji przygotować się do ucieczki albo konfrontacji niż później żałować. Z kolei obserwując chód żeński, szczególnie będąc dzieckiem i nie mając pewności, czy mama stoi przodem do nas, czy odchodzi, chyba lepiej założyć, że jednak odchodzi, aby być gotowym do pójścia za nią.

To prawda, że chodzenie to czynność wykonywana automatycznie. Nad chodzeniem, gdy już się tego jako dzieci nauczymy, zastanawiają się może modelki, aktorzy i tancerze. Ale także fizycy, historycy, lekarze, a nawet ludzie zajmujący się bezpieczeństwem w miejscach publicznych. A być może najbardziej interesują się nim… producenci butów. 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.