Polska hamulcowym ws. zmian klimatycznych?

Organizacja ekologiczna Greenpeace skrytykowała w poniedziałek Polskę za brak poparcia dla projektu deklaracji, jaką ministrowie środowiska "27" mają przyjąć w czwartek na temat ograniczenia unijnych emisji CO2 o 30 proc. do 2020 r. zamiast uzgodnionych już 20 proc.

"Polska po raz kolejny staje się hamulcowym Europy, choć cel 30 proc. redukcji emisji oznacza wzrost konkurencyjności Europy, większe oszczędności, więcej miejsc pracy, poprawę bezpieczeństwa energetycznego i szansę na innowacje w polskiej energetyce. Zwiększenie unijnego celu redukcji popiera wiele światowych koncernów, jak np. Google, Nike, Philips czy Tesco" - powiedziała w przesłanym PAP oświadczeniu Julia Michalak, koordynator kampanii "Klimat i Energia" Greenpeace Polska.

Jak powiedziały PAP źródła w Radzie UE, na piątkowym spotkaniu ambasadorów Polska odmówiła poparcia przygotowanego przez belgijską prezydencję dokumentu, twierdząc, że wykracza on poza ramy instrukcji z Warszawy. To, że Polska ma zastrzeżenia do całości dokumentu, zostało odnotowane w przypisie. Podobne zastrzeżenia - choć tylko do dwóch z czterech punktów wniosków końcowych - zgłosiły Włochy.

Krytyczne wobec Polski stanowisko Greepeace'u jest tym większe, że projekt nie stanowi żadnego przełomu. Z uzyskanego przez PAP dokumentu wynika, że kraje członkowskie UE mają wezwać w nim Komisję Europejską do dalszej analizy skutków ewentualnego podwyższenia celu do 30 proc. KE ma szczegółowo zbadać konsekwencje nie tylko na poziomie UE, ale i poszczególnych krajów. Według unijnych źródeł, raport KE spodziewany jest dopiero w przyszłym roku. Projekt zapowiada, że szefowie państw i rządów wrócą do sprawy na szczycie UE w marcu 2011 r.

Źródła w Radzie UE powiedziały PAP, że na rzecz Polski i tak już są pewne ustępstwa w projekcie dokumentu. W pierwszym paragrafie mowa jest nie o wyrażeniu zadowolenia z "postępu" w dyskusji na temat różnych opcji podwyższenia celu redukcji emisji, ale o zadowoleniu z "toczących się dyskusji". Słowo "postęp" wypadło, bo sugerowało, że celem dyskusji jest przejście na 30 proc. - wyjaśniły unijne źródła. Polska tymczasem cały czas podkreśla warunkowość tej unijnej oferty i konieczność równie ambitnych zobowiązań największych emitentów gazów cieplarnianych, czyli Chin i USA.

By przekonać Polskę do projektu deklaracji, w ostatnim paragrafie podkreślono kontekst światowych negocjacji, których najbliższym etapem będzie konferencja klimatyczna w Cancun 28 listopada - 10 grudnia. Wiele starych krajów UE, w tym sprawująca prezydencję Belgia, jest za tym, by UE jednostronnie podwyższyła swój cel redukcji emisji CO2 do 30 proc. do 2020 r., co ma zwiększyć szanse na ambitne międzynarodowe porozumienie. Orędowniczką takiego kroku jest unijna komisarz ds. klimatu Connie Hedegaard.

Do wniosków końcowych z czwartkowego spotkania ministrów w Luksemburgu dołączony będzie raport belgijskiej prezydencji na temat przejścia na 30 proc. Źródła unijne powiedziały PAP, że Polska protestuje szczególnie przeciwko zawartej w nim sugestii, że decyzja polityczna o poniesieniu celu do 30 proc. nie musi się opierać tylko na ambitnych wynikach międzynarodowych negocjacji.

"Decydując się na przejście na cel powyżej 20 proc., UE mogłaby się również kierować własnym krótko- i długoterminowym interesem, biorąc pod uwagę zarówno niższe od oczekiwanych korzyści związane z 20 proc., mniejsze koszty przejścia powyżej 20 proc., jak również ograniczoną zdolność do pozyskania kapitału w krótkim okresie" - głosi uzyskany przez PAP raport.

Jest w nim także apel, by z realizacją celów klimatyczno-energetycznych powiązać fundusze w nowym, wieloletnim budżecie UE po roku 2013: "KE powinna rozważyć, w jaki sposób te cele powinny być lepiej zintegrowane z instrumentami finansowymi UE, tak aby doprowadzić do spójności między krajami członkowskimi na drodze ku bezpiecznej, zrównoważonej gospodarce niskowęglowej".

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

Reklama