Na pewno działają?

Na świecie zaczyna dominować wariant koronawirusa zwany delta. Czy zarejestro-wane szczepionki są na niego skuteczne?

Na świecie podano do tej pory ponad 3 miliardy dawek szczepionek. To wystarczająco dużo, by wyciągnąć wnioski dotyczące ich skuteczności. Trudno analizować dane pochodzące z krajów, których obywatele byli szczepieni szczepionką z Chin i z Rosji, ale jeśli weźmiemy pod uwagę szczepionki firm Pfizer, AstraZeneca, Moderna i J&J, widać efekt ich działania.

Nowy wariant

Bez lekarstwa, a tego wciąż przeciwko COVID-19 nie ma, tylko przechorowanie albo zaszczepienie zapewniają bezpieczeństwo przed patogenami. W przypadku wielu chorób lepiej nie czekać na przechorowanie, bo to jest niebezpieczne. Bywa jednak tak, że niebezpieczne – w szerszym znaczeniu tego słowa – jest przechorowanie w grupach, w których śmiertelność jest niska. Choć brzmi to paradoksalnie, tak właśnie jest wtedy, gdy młodsi są nosicielami wirusa albo chorują skąpoobjawowo. Choć prawdopodobieństwo, że wirus sprowadzi na nich realne niebezpieczeństwo, jest dużo niższe niż w przypadku osób starszych, sam fakt namnażania wirusa powoduje, że zwiększa się prawdopodobieństwo powstania odmiany groźnej dla starszych, nawet gdy ci są już zaszczepieni. Szczepionki nie są uniwersalne, duże zmiany w budowie wirusów mogą powodować, że szczepionka stworzona na jeden wariant na inny będzie albo mniej skuteczna, albo (choć tutaj zmiany musiałyby być duże) nie będzie skuteczna wcale. Ten właśnie argument stoi za namowami do szczepienia osób młodych, np. tych do 40. roku życia. Faktycznie dla nich wirus nie jest bardzo groźny (choć to oczywiście kwestia statystyki, bo liczba osób młodych, które przechodziły covid w trudny sposób, wcale nie jest mała), ale warianty, jakie mogą powstać przy okazji infekcji, mogą zagrozić osobom starszym.

Dzisiaj na świecie zaczyna dominować wariant delta, czasami zwany indyjskim. Jego zaraźliwość jest ponad połowę razy większa niż poprzednich wariantów wirusa. Czy szczepionki chronią przed tym wariantem?

Co rośnie, co spada?

Krajem, w którym wariant delta pojawił się na Starym Kontynencie najszybciej, była Wielka Brytania. Tam też poziom wyszczepienia społeczeństwa należy do najwyższych, przekracza bowiem 70 proc. W Polsce jedną dawkę dostało niecałe 50 proc. obywateli.

Patrząc na dane z Wielkiej Brytanii czy Francji, ale także np. z USA, widać wyraźnie, że mimo zwiększania liczby osób zaszczepionych rośnie liczba tych, u których wykryto wariant delta koronawirusa. W Wielkiej Brytanii ten wzrost liczby przypadków był tak samo szybki jak wzrost na początku tego roku. Patrząc na te wykresy, można odnieść wrażenie, że niezależnie od tego, czy szczepionki są, czy ich nie ma, liczba przypadków rośnie. Ale ten wniosek będzie fałszywy. Liczba przypadków to jedno, dużo ważniejsza jest liczba przypadków ciężkich oraz śmiertelnych. A te są na bardzo niskim poziomie. Mamy więc wzrost liczby przypadków, ale nie mamy wzrostu liczby przypadków śmiertelnych.

Czy to znaczy, że szczepionki działają, czy też że jesteśmy już na tego wirusa odporni? Dzisiaj wszystko wskazuje na to, że to zasługa szczepionek, choć oczywiście odporność uzyskana przez przechorowanie także ma znaczenie. Zaglądając w statystyki jeszcze głębiej, można zauważyć, że nowe przypadki są dużo częstsze w tych grupach, w których poziom wyszczepienia jest niższy, czyli u ludzi młodych. Zdaniem naukowców z Imperial College London wzrost zakażeń koronawirusem odmiany delta jest spowodowany właśnie przez młodych. Nie chodzi jednak o wiek, tylko właśnie o wyszczepialność. Rośnie liczba przypadków, ale za tym nie idzie wzrost liczby przypadków śmiertelnych. Bo choć delta jest groźniejsza, w społeczeństwie, w którym niemal wszyscy starsi są zaszczepieni, dotyka młodych, a u nich jest mniejsze ryzyko śmierci.

Ważna odporność

A może niska umieralność to wynik nie szczepień, tylko tego, że spora grupa covid już przechorowała i w związku z tym jest na niego odporna? Załóżmy taki właśnie scenariusz. Szczepionki nic nie dają. Jeżeli tak, czy hospitalizacje i zgony nie powinny występować niezależnie od wieku? Przecież wtedy, kiedy szczepionek jeszcze nie było, ludzie chorowali niezależnie od wieku. A może nawet częściej chorowali młodzi, którzy mniej uważali niż osoby starsze. Jeżeli tak, to wśród młodych odporność powinna być teraz większa, także wśród młodych obecnie powinno być mniej przypadków albo nowe przypadki powinny się rozkładać równo, mniej więcej niezależnie od wieku. Tak się jednak nie dzieje. W USA aż 99,5 proc. zgonów z powodu COVID-19 zdarza się wśród tych, którzy się nie zaszczepili. „Mamy pandemię wśród osób niezaszczepionych” – powiedział doradca rządu amerykańskiego i dyrektor Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych w USA prof. Anthony Fauci. I faktycznie, liczby rosną znacznie szybciej w stanach, w których poziom wyszczepienia jest niski (czyli w południowych). Podobnie jest w Izraelu, gdzie badania jasno wskazują, że głównym źródłem transmisji są niezaszczepieni. Z kolei włoski Instytut Służby Zdrowia podał, że w Italii około 99 proc. osób zmarłych w ostatnich miesiącach to osoby niezaszczepione. Licząc od początku lutego, zmarłych zaszczepionych było 423. To 1,2 proc. wszystkich zmarłych w tym czasie (35 tysięcy osób).

Żeby nie ograniczać się tylko do przykładów ze świata zachodniego, dodać trzeba, że dokładnie tę samą tendencję widać na danych z Singapuru. Co prawda sporą część osób zakażonych stanowiły osoby zaszczepione, ale wszystkie ciężkie przypadki choroby dotyczyły niezaszczepionych. W komunikacie tamtejszego ministerstwa zdrowia można przeczytać, że osoby w pełni zaszczepione niemal wcale nie miały objawów lub były one bardzo lekkie.

Czy za brak ofiar śmiertelnych odpowiada zatem odporność po przechorowaniu czy odporność po szczepieniu? Z całą pewnością i jedno, i drugie, ale – po pierwsze – nie warto czekać na chorobę, bo ta może być niebezpieczna, a – po drugie – z danych wynika, że to jednak szczepionki chronią bardziej, skoro gros ciężkich przypadków i zgonów dotyczy osób, które nie zostały zaszczepione. •

Liczby

W czerwcu agencja Public Health England opublikowała wyniki analiz, z których wynika, że skuteczność przeciwko wariantowi delta szczepionki Pfizera sięga 79 proc., a AstraZeneki – 60 proc. i jest niższa od skuteczności na odmianę alfa. Włoski instytut służby zdrowia policzył, że skuteczność ochrony przed zakażeniem wynosi 88 proc., a skuteczność ochrony przed ciężkim przebiegiem i śmiercią około 96 proc. Nieco inaczej przedstawiają się dane z Izraela. Wynika z nich, że szczepionka Pfizera w 64 proc. chroni przed infekcją, a w 93 proc. przed poważnym przebiegiem i śmiercią. Dla AstraZeneki skuteczność przed poważnym stanem i śmiercią wynosi 92 proc. Dane dotyczące pozostałych szczepionek nie zostały podane, wiadomo jednak, że chińska szczepionka (która w Europie nie została zaaprobowana) ma skuteczność niską.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama