Mikroplastik jeszcze groźniejszy

Zwierzęta wodne żywiące się planktonem są trute plastikiem znacznie bardziej, niż dotąd sądzono – wynika z badań brytyjskich uczonych z Uniwersytetu Portsmouth. A wszystko przez bakterie!

To, że naukowcy mogą w swych obliczeniach coś przeszacować lub czegoś nie doszacować, bywa przez ludzi niezajmujących się nauką wykorzystywane do krytyki. „Skoro się pomylili, to czy ich praca jest cokolwiek warta?” – zdarza się usłyszeć w przestrzeni publicznej. To nie takie proste. Określanie np. globalnych zmian zachodzących w środowisku naturalnym wymaga od uczonych zastosowania wielu przybliżeń. Badacze nie są przecież w stanie dokładnie wyliczyć parametrów każdego czynnika, który wpływa na ostateczny wynik.

Biopanierka

Warto tę kwestię wyjaśnić, zanim opisze się potężne, nawet dziesięciokrotne niedoszacowanie tego, co realnie ma miejsce w środowisku, na podstawie badań laboratoryjnych. Tym bardziej że chodzi o plastik zasypujący naszą planetę, a zwłaszcza jej morza, oceany i inne zbiorniki wodne. Co gorsza, najbardziej niebezpieczna dla zdrowia żywych organizmów forma plastiku jest niemal niewidoczna gołym okiem. Nie da się jej pozbierać wspólnymi siłami dobrych ludzi chociażby przy okazji akcji sprzątania świata. Chodzi o mikroplastik, cichego zabójcę gromadzącego się w organizmach wszystkich żywych istot mieszkających na Ziemi. Także w organizmach ludzi.

Świat ożywiony jest uporządkowany zgodnie z pewnymi ogólnymi zasadami. Najpierw są roślinożercy, potem kolejne piętra zjadających się nawzajem zwierząt – i wreszcie destruenci – oni wszystko to, co żyło, rozkładają. W wodzie w tej pierwszej warstwie są roślinożercy (także zjadający mikroplankton roślinny) oraz wszelkie stworzenia, które odżywiają się poprzez filtrację. To gigantyczna liczba gatunków, od prymitywnych parzydełkowców, jak stułbie, czy maleńkich skorupiaków, jak rozwielitki, przez małże, ryby, aż po największe żyjące ssaki – wieloryby.

Jeśli na tzw. pierwszym piętrze troficznym zwierzęta przyswoją dużo mikroplastiku, to zwierzęta, które zjadają przedstawicieli tego piętra, zgromadzą go jeszcze więcej. By określić, ile mikroplastiku pochłoną zwierzęta morskie, trzeba dowiedzieć się, ile pochłoną go te, które są na początku łańcucha pokarmowego. Tego typu badania robi się w laboratorium. Do akwarium z czystą wodą wprowadza się określoną ilość mikroplastiku. Następnie w wodzie umieszcza się np. małże. Po określonym czasie sprawdza się, ile plastiku pochłonęły małże w akwarium. Trzeba jednak dodać, że w rzeczywistości, w jeziorze czy morzu, sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana. W zbiorniku wodnym powstające plastikowe mikrogranulki natychmiast stają się siedliskiem dla mikroorganizmów, np. bakterii. Te z kolei uwielbiają osiedlać się na wszelkich powierzchniach, tworząc tzw. biofilm. Dzieje się tak nie tylko w zbiornikach wodnych. W organizmie człowieka wszelkie plastikowe elementy (umieszczone podczas terapii tracheostomijnej czy cewnikowania) także są otaczane „biopanierką”.

Za mało tlenu

Dzięki eksperymentom laboratoryjnym wykonanym w portowym Portsmouth przez uczonych specjalizujących się w biologii morza wiemy dziś, że organizmy filtrujące nawet dziesięciokrotnie chętniej objadają się mikroplastikiem „panierowanym” w bakteryjnym biofilmie niż nagim i sterylnym. A to oznacza, że w warunkach środowiska słodkowodnego czy morskiego toksycznego mikroplastiku może akumulować się w organizmach zwierząt filtrujących znacznie więcej, niż wydawało się na podstawie dotychczasowych eksperymentów.

W doświadczeniach opisanych w piśmie „Science of the Total Environment” wykorzystano europejskie ostrygi Ostrea edulis i laboratoryjny szczep pałeczki okrężnicy Escherichia coli. Niewykluczone, że bakterie naturalnie występujące w zbiornikach wodnych mogą być dla ostryg jeszcze smaczniejsze, a zatem czyniące mikroplastik jeszcze chętniej zatrzymywanym w organizmie tworzywem. Co ciekawe – i perspektywicznie bardzo dla środowiska niebezpieczne – zużycie tlenu i tempo oddychania ostryg wystawionych na działanie mikrodrobin plastiku pokrytych E. coli znacznie wzrosło wraz z mijającym czasem, podczas gdy pierwotne mikrodrobiny plastiku nie wywoływały żadnych reakcji fizjologicznych. Małże żyją na dnie zbiorników, gdzie tlenu i tak jest mniej, z pewnością nie jest to więc dobra wiadomość. Nafaszerowane plastikiem zwierzęta filtrujące zużywają więcej tlenu, a to znaczy, że może go zabraknąć dla innych zwierząt zamieszkujących tamto środowisko. Jak wyjaśniają autorzy badania kierowanego przez dr Joannę Preston, spożycie mikroplastiku przez zwierzęta filtrujące „stanowi zagrożenie nie tylko dla dzikiej przyrody, ale także dla bezpieczeństwa żywności i zdrowia ludzi”. Ponadto zdolność do przenoszenia patogenów i wystawiania na ich działanie szerokiej gamy organizmów oznacza, że ​​mikrodrobiny plastiku mogą odgrywać ważną rolę jako czynnik wpływający na rozprzestrzenianie się chorób.

Jeżeli organizmy na początku łańcucha pokarmowego akumulują wielokrotnie więcej plastiku, niż dotychczas uważano, oznacza to, że więcej jest go także w ciałach zwierząt żywiących się tymi pierwszymi. Ostatecznie więc mikroplastik trafia także do ludzi. Jemy przecież owoce morza, w tym ryby. Gdy dodamy do tego fakt, że organizmy pochłaniające plastik zużywają więcej tlenu, całkowicie uzasadnione jest stwierdzenie, że mikroplastik jest znacznym problemem – ma dużo większy i bardziej negatywny wpływ na życie, niż nam się dotychczas wydawało.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama