Kto pierwszy, ten lepszy?

Jedni twierdzą, że kto pierwszy, ten lepszy, inni, że pierwsi będą ostatnimi. Ciekawe, jak będzie z samochodami i ich napędem?

Gdy budowano pierwsze pojazdy kołowe, które nie potrzebowały konia, wcale nie było przesądzone, co będzie źródłem ich energii. Niekoniecznie ta koncepcja, która zwycięża, jest optymalna. Bywa, 
że zanim zorientujemy się, że popełniono błąd, za późno już, 
by się z niego wycofać. Tak właśnie było w przypadku benzyny (ropy). Gdy duże koncerny wybudowały już sieci stacji benzynowych, dość trudno było wejść na rynek z nowym rozwiązaniem. 
Ta sytuacja powoli jednak się zmienia. Nie, nie dlatego, 
że udało się przełamać dominację grubego biznesu. Dlatego, 
że ten biznes poczuł pieniądze w alternatywie dla paliw płynnych.

Przyszłością motoryzacji jest prąd elektryczny. Ten był obecny także przy jej narodzinach, ale wtedy wydawał się ślepą uliczką. Faktem jest, że prąd, a konkretnie jego magazynowanie, 
nastręcza wiele trudności technologicznych, ale benzyna wbrew pozorom wcale nie jest mniej bezproblemowa. Na którymś etapie rozwoju łatwiej było sprostać wyzwaniom, jakie stawiały przed konstruktorami paliwa płynne. Gdyby tyle samo pieniędzy, 
ile w rafinerie, czy ogólnie w technologię związaną z produkcją benzyny, włożono w badania nad wysokowydajnymi
 akumulatorami, dzisiaj wszystkie samochody byłyby elektryczne, a o benzynie słyszeliby tylko chemicy i aptekarze.

Z czasem nauczyliśmy się niektóre z problemów motoryzacji elektrycznej rozwiązywać. Mamy lepsze akumulatory niż te sprzed 100 lat. Mamy też wodór, który jest dzisiaj traktowany jako magazyn energii (samochody wodorowe w rzeczywistości są samochodami elektrycznymi, z tą tylko różnicą, że prąd w nich jest produkowany pod maską samochodu w wyniku reakcji z udziałem wodoru). To, co mamy, nie jest idealne, ale jest już wystarczająco dobre, by wchodzić na rynek. Pomaga oczywiście moda na wszystko, co ekologiczne, a prąd uchodzi właśnie za ekologiczne źródło energii (o tym, jak bzdurne jest stawianie znaku równości pomiędzy prądem a ekologią, napiszę kiedy indziej), ale gdyby tylko o modę chodziło, o całej sprawie mówilibyśmy wyłącznie w kontekście kolejnego gadżetu dla bogatych. Tymczasem samochody elektryczne już nie są ofertą dla nielicznych. Owszem, są droższe, ale już nie kosmicznie droższe. A dlaczego o całej sprawie w ogóle piszę? Właśnie ukazał się raport, z którego wynika, że w Japonii jest więcej stacji ładowania samochodów elektrycznych niż stacji paliw. Tych ostatnich jest 
około 35 tysięcy, natomiast punktów, gdzie można „zatankować” samochód elektryczny – około 40 tysięcy. To nie znaczy, 
że samochodów na prąd w Kraju Kwitnącej Wiśni jest więcej 
niż tych tradycyjnych. Jedna stacja benzynowa w ciągu doby jest w stanie obsłużyć znacznie więcej pojazdów niż jeden punkt ładowania. Ale nie ulega wątpliwości, że została przekroczona 
pewna bariera. Być może czysto psychologiczna.

Kto pierwszy, ten lepszy, czy – pierwsi będą ostatnimi? W motoryzacji, moim zdaniem, to drugie. Benzyna i ropa były pierwsze, ale to prąd będzie ostatni. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.