Gdzie oko nie sięga

Galileusz nie tylko obserwował, ale potrafił także wyciągać z tych obserwacji wnioski.

Przeglądając jeden z albumów, znalazłem zdjęcie… no dobra, będę szczery. Nie było żadnego albumu, a rzeczone zdjęcie wyświetliło mi się na Facebooku. Był na nim bodaj pierwszy teleskop optyczny, czyli urządzenie, które około 400 lat temu wybudował Galileusz. Ludzie niebo obserwowali oczywiście od dawna, od dawna też mieli lunety, ale teleskop astronomiczny wybudował Włoch. Nie był kolekcjonerem czy teoretykiem. Był człowiekiem ciekawym świata, a gdy chciał rozwiązać jakąś zagadkę, walczył tak długo, aż udało mu się sprostać wyzwaniu.

Teleskop był Galileuszowi potrzebny, bo ten chciał sięgać tam, gdzie wzrok nie sięga. I tak odkryto cztery największe księżyce Jowisza (zwane zresztą galileuszowymi). 7 stycznia 1610 roku odkrył trzy: Io, Europa, Kallisto. Cztery dni (a właściwie noce) później zauważył jeszcze jeden: Ganimedesa. Dzisiaj wiemy, że Jowisz ma prawie 70 księżyców.

Galileusz nie tylko obserwował, ale potrafił także wyciągać z tych obserwacji wnioski. Był zresztą chyba jednym z pierwszych naukowców w dzisiejszym tego słowa znaczeniu. Nie opierał się tylko na koncepcie filozoficznym, na teorii. Uważał, że dla rozwoju nauki potrzebny jest eksperyment i obserwacja. Z drugiej strony Galileusz nie był empirystą. „Samo nagromadzenie faktów nie stanowi nauki” – mawiał. Twierdził, że nauka ma za zadanie ustalać zdarzenia czy procesy za pomocą „rozumowania opartego na eksperymentowaniu”. Współcześni badacze w ten właśnie sposób postępują. Dziedziny eksperymentalne dostarczają „amunicji” teoretycznym. A teoretycy na ich podstawie wnioskują o mechanizmach stojących za funkcjonowaniem świata. Obserwując cztery największe księżyce Jowisza, Galileusz znalazł potwierdzenie teorii kopernikańskiej. Jego teleskop „przybliżał” obiekty widziane w świetle widzialnym, czyli takim, na które wrażliwe są nasze oczy. W latach 30. XX wieku zaczęto podglądać Wszechświat, używając promieniowania radiowego. Astronomom ukazał się zupełnie nieznany świat. Nieznany, bo wcześniej zasłonięty przez chmury pyłu i gazu, które pochłaniają światło widzialne, a nie pochłaniają promieniowania radiowego. Sięgnęliśmy dużo dalej, niż udało się to Galileuszowi. W latach 60. XX wieku do obserwacji kosmosu zaczęto używać promieniowania ultrafioletowego, rentgenowskiego i gamma. Jeszcze później podczerwieni i mikrofal. Obserwowanie tego samego skrawka nieba falami o różnej długości jest sposobem na odkrywanie złożoności (wszech)świata. Najnowsze okno to fale grawitacyjne. Te nie należą do rodziny fal elektromagnetycznych. Czego dowiemy się dzięki ich wykorzystaniu? Nie wiem. Ale na pewno będzie to kosmicznie ciekawe. Skąd ta pewność? Materia, którą znamy, stanowi zaledwie kilka procent masy całego wszechświata. Tej przeważającej większości nie zbadamy bez użycia fal grawitacyjnych.

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama