Wojna nauki z religią?

Rozdział z książki "Bóg nie jest urojeniem. Złudzenia Dawkinsa", Wydawnictwo WAM, 2007 .:::::.

Dawkins podchodzi do problemu w sposób całkowicie nie do przyjęcia. Przyjrzyjmy się chociażby jego cenzorskim uwagom na temat Freemana Dysona, fizyka powszechnie typowanego do Nagrody Nobla za przełomowe dokonania w dziedzinie elektrodynamiki kwantowej. Odbierając przyznaną mu w roku 2000 Nagrodę Templetona, Dyson wygłosił mowę chwalącą osiągnięcia religii, a zarazem wytykającą (i krytykującą) jej złe strony. Równie jasno wypowiedział się o złych stronach ateizmu, zauważając, że „dwie jednostki uosabiające całe zło naszego wieku – Adolf Hitler i Józef Stalin – były zaprzysięgłymi ateistami”. Dawkins odebrał to jako tchórzliwy akt apostazji i zdrady, jako „wyraz poparcia dla religii ze strony jednego z najwybitniejszych współczesnych fizyków”.

Ale miało być jeszcze gorzej. Oto po stwierdzeniu Dysona, że jest on chrześcijaninem, którego niespecjalnie interesuje doktryna Trójcy Świętej, Dawkins orzekł, iż znaczy to, że Dyson wcale nie jest chrześcijaninem, tylko udaje wierzącego! „Czy to nie jest dokładnie to, co powiedziałby każdy naukowiec-ateista, gdyby chciał zabrzmieć po chrześcijańsku?” Czy należy to rozumieć jako insynuację, że Dyson pozoruje zainteresowanie religią dla korzyści finansowych? Czy Dawkins chce powiedzieć, że Dyson chciał tylko „wyglądać na” chrześcijanina, w rzeczywistości będąc ateistą? To samo można powiedzieć o Einsteinie [*], który często do opisu zjawisk naukowych używał języka i sposobu obrazowania charakterystycznych dla religii.

Zarówno tu, jak i w innych miejscach Dawkins kieruje się podstawowym założeniem, że prawdziwi uczeni muszą być ateistami. Przyznając się do wiary, zainteresowania religią czy zaangażowania w nią, po prostu nie mogą mówić prawdy. Trudno mi pojąć, kogo Dawkins ma nadzieję przekonać odmową dania wiary słowu swych kolegów-uczonych. Oto triumf dogmatu nad doświadczeniem.

Dlaczego jest tylu wierzących uczonych? Dosyć łatwo udzielić oczywistego i najbardziej satysfakcjonującego intelektualnie wyjaśnienia w tej materii. Dobrze wiemy, że świat natury jest pojęciowo plastyczny. Jak już zauważyliśmy, można go interpretować na wiele rozmaitych sposobów, nie tracąc przy tym wcale uczciwości intelektualnej. Niektórzy interpretują czy „odczytują” naturę na sposób ateistyczny. Inni „odczytują” ją teistycznie – dostrzegając, że wskazuje ona na istnienie Boskiego Stwórcy, który już nie ingeruje w jej sprawy. Bóg nakręcił zegarek i zostawił go własnemu losowi. Jeszcze inni przyjmują chrześcijański punkt widzenia, wierząc w Boga, który stwarza i dogląda. A są i zwolennicy bardziej „uduchowionego” poglądu, mówiącego niejasno o jakiejś „ życiowej sile”.

Sprawa jest prosta: natura jest otwarta na wiele jednakowo uprawnionych interpretacji. Może być tłumaczona zgodnie ze światopoglądem ateistycznym, deistycznym, teistycznym i wieloma innymi – żadnego z nich jednak nie wymaga jako jedynego słusznego. Można być „prawdziwym” uczonym, nie hołdując żadnemu konkretnemu światopoglądowi duchowemu, religijnemu czy antyreligijnemu. Mogę tylko dodać, że myśli w ten sposób wielu uczonych, z którymi rozmawiałem, łącznie z takimi, którzy sami siebie określają mianem ateistów. W przeciwieństwie do ateistów dogmatycznych potrafią oni w pełni zrozumieć, dlaczego niektórzy ich koledzy przyjmują chrześcijańskie spojrzenie na świat. Mogą się z takim spojrzeniem nie zgadzać, ale gotowi są je szanować.

Dawkins jednakże prezentuje pogląd skrajnie odmienny. Nauka i religia – według niego – zwierają się w walce na śmierć i życie, z której tylko jedna strona może wyjść zwycięsko – i musi to być nauka. Dawkinsowski ogląd rzeczywistości to lustrzane odbicie światopoglądu spotykanego u niektórych co bardziej egzotycznych odłamów amerykańskiego fundamentalizmu. Niedawno zmarły Henry Morris, znamienity kreacjonista, postrzegał świat w sposób absolutnie spolaryzowany: z jednej strony święci, czyli wierni religii, z drugiej – imperium zła, czyli uczeni-ateiści. Morris kreślił apokaliptyczną wizję bitwy między nimi, mającej – w jego mniemaniu – znaczenie kosmiczne. Chodzi wszak o zmaganie prawdy z fałszem, dobra ze złem – zmaganie, które zakończy się triumfem prawdy i dobra! Dawkins kopiuje ów fundamentalistyczny scenariusz, odwracając jedynie punkt widzenia.

______________________

* Zob. rozczarowująco powierzchowną analizę w Bogu urojonym, s. 38-45. Dawkins mówi tam o „einsteinowskim panteizmie” (który z pewnością stanowi jeden z aspektów religijnych koncepcji Einsteina), nie zauważając, że panteizm to pojęcie i religijne, i teologiczne. Dobrej analizy dostarcza tu Michael P. Levine, Pantheism: A Non-theistic Concept of Deity, Routledge, London 1994.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama