Darmowy obiad

Władze Ugandy wprowadziły „podatek od Facebooka”. W rzeczywistości opłata dotyczy korzystania ze wszystkich mediów społecznościowych. Egzotyka?

My też płacimy taki podatek. Ale płacimy go czymś znacznie cenniejszym niż pieniądze.

Bardzo znany, nieżyjący już amerykański ekonomista Milton Friedman powiedział kiedyś, że nie ma czegoś takiego jak darmowy lunch. Friedman był twardym zwolennikiem wolnego rynku i liberalnego kapitalizmu w wersji hard. Uważał, że w ekonomii nie ma miejsca na subsydia i dotacje, bo to psuje gospodarkę. Powiedzenie Friedmana, które zdążyło już wejść do popkultury, dzisiaj rozumie się jednak trochę szerzej. Za wszystko, co robimy, za wszystko, co dostajemy, trzeba będzie kiedyś zapłacić. Jeżeli nie zapłacimy my, zrobi to ktoś inny, bo system ekonomiczny jest skomplikowanym naczyniem połączonym, w którym zawsze jest coś za coś.

To stwierdzenie nie do końca jest prawdą. To znaczy – jest prawdą w ujęciu globalnym, czyli wykraczającym poza samą ekonomię, ale to temat na inny felieton. Wróćmy do starego Friedmana. Patrząc na cywilizację cyfrową, na nowe media, na mobilność, na to wszystko, co nas otacza, można by się głośno zaśmiać. Przecież niemal wszystko, co robimy w świecie zer i jedynek, jest za darmo. Czy płacimy za Facebooka? Za GPS? Za skrzynkę mailową? Strony WWW, aplikacje, YouTube i wszystkie treści, które na tej platformie znajdujemy? Czy płacimy za filmy, które oglądamy na wielu platformach, na których lądują one niemal natychmiast po premierze? Owszem, niektórzy płacą, ale wielu korzysta z wersji darmowych (bez owijania w bawełnę: kradnie). To samo dotyczy książek cyfrowych. To wszystko jest za darmo? Nie. Nic nie jest za darmo. Płacimy za to walutą znacznie cenniejszą niż pieniądze. Płacimy własnym czasem.

Kiedy Państwo ostatnio przeglądali grupy facebookowe, na których piszą Wasze pociechy? Polecam. Oj, polecam. Zdziwiliby się Państwo, ile tam zmarnowanego czasu (i przekleństw, nienawiści). Nie tylko płacimy swoim czasem za korzystanie z darmowych usług. Płacimy też kluczowymi dla nas informacjami. Jak to możliwe, że np. Google w zeszłym roku zarobił prawie 110 mld dolarów? Od początku swojego istnienia, czyli od 2002 r. (kiedy zarobił 0,4 mld dolarów), każdy rok funkcjonowania firmy przynosi zarobek od kilku do kilkunastu miliardów większy. W ostatnich latach – kilkadziesiąt miliardów więcej. Skąd? Z darmowej poczty? Z darmowej wyszukiwarki? Z darmowego YouTube’a? Tak.

Wierzymy, że są darmowe obiady, ale takich nie ma. Statystyczny użytkownik Google’a przynosi rocznie firmie 182 dolary, a użytkownik Facebooka – 152 dolary. Tyle płacimy. Czasem naszymi danymi. Dla porównania: podatek od wszystkich platform społecznościowych w Ugandzie ma wynieść 19 dolarów. Żeby było jasne, celem tego podatku nie jest żadna sprawiedliwość, tylko stłumienie debaty publicznej w kraju, w którym rządzi dyktator. 

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| FELIETONY, NAUKA

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama