Codzienne wybory

Wydaje się, że nasze codzienne decyzje nie mają wpływu na otoczenie. Ale to złudzenie. Wędrówka po kanadyjskich szlakach dobrze to złudzenie pokazuje.

Od znajomego usłyszałem kiedyś ciekawą historię. Wiele lat temu wyruszył w Kanadzie na długą górską wędrówkę. Szlak był położony na terenie parku narodowego, więc wejście na niego było poprzedzone szkoleniem. Nie wolno na szlaku zostawiać żadnych rzeczy, wszystkie śmieci należy zabrać ze sobą. Nie wolno rozpalać ognia, trzeba mieć zapas wody. Ciepły posiłek można zjeść dopiero po kilku dniach, gdy szlak z gór schodzi na wybrzeże. Ale i wtedy dozwolone jest zrobienie tylko małego ogniska i tylko z tych patyków, które znajdzie się na plaży. Przy czym nie wolno palić patyków czy kłód o większej średnicy niż określona w przepisach. Na szlaku nie ma schronisk, nie ma też sieci komórkowej. Można liczyć tylko na siebie. I na to, co weźmie się ze sobą do plecaka.

Coraz mniej jest na świecie miejsc (a może nie ma ich już wcale?), które nie zostały dotknięte ręką i nogą człowieka. Nie dziwią mnie więc obostrzenia obowiązujące w miejscach, gdzie drzewa nie rosną posadzone rządkami, a chodniki nie są wybetonowane. Nie dziwią mnie wysokie kary za śmiecenie i jeszcze wyższe za wycinanie.

Gdy po kilku dniach wędrówki w górach znajomy, zmęczony i głodny, zszedł na wybrzeże, jego jedynym marzeniem było przygotowanie ciepłego posiłku. Zbierał wyrzucone przez ocean kawałki drewna, zwracając uwagę, by nie były za duże. Te duże miały pozostać na plaży. Po dłuższym czasie rozpalił ognisko i przygotował ciepłe jedzenie. Delektując się nim – jak opowiadał – czuł głęboką satysfakcję. Bo udało mu się przejść trudny szlak, a przez to, że trzymał się ustalonych przepisów, jego obecność nie wpłynęła na nienaruszoną w tym miejscu przyrodę. Rozmyślając nad tym, zauważył na horyzoncie ogromny statek, a za nim długą smugę czarnego dymu. Ciągnęła się kilometrami. – Nawet gdybym nie wiem jak bardzo dbał o środowisko, nawet gdybym nie wiem jak dokładnie zbierał małe patyczki, a duże zostawiał, to i tak to, co robię, nie ma wpływu na otoczenie, skoro na horyzoncie płynie statek, a za nim ciągnie się smuga czarnego dymu – powiedział.

Nasze wybory wydają się nieistotne, ale to jest nieprawda. Każdego dnia, w sklepie, w domu, na wakacjach podejmujemy konkretne decyzje. Gdy pijemy wodę z lodowców Północy, jakiś opalany mazutem statek musi ją do nas dowieźć. Jeżeli koniecznie chcemy mieć samochód wyprodukowany na drugim końcu świata, ktoś ten samochód, i tysiące innych, musi przywieźć. Jeżeli w naszej diecie codziennie jest mięso, gdzieś trzeba wykarczować lasy, żeby zrobić miejsce na pastwiska.

Co jemy? Czym ogrzewamy dom? Jak dużego mieszkania potrzebujemy? Gdzie jeździmy na wakacje? W co się ubieramy? Jak często wymieniamy meble? Co robimy ze śmieciami? Codzienne wybory. Są małe jak ziarenka piasku, ale każda lawina zawsze rozpoczyna się od nic nieznaczącej kulki śniegu. 

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| FELIETONY, NAUKA

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.