Procenty w czasach wirusa

Wielu Polaków rozładowuje stres spowodowany lockdownem w sposób prosty i szkodliwy.

Blisko jedna trzecia Polaków deklaruje, że w czasie pandemii zmieniła obyczaje związane z alkoholem. Większa część tej grupy twierdzi, że pije mniej. Liczba sprzedanych w Polsce trunków była w 2020 r. niższa niż rok wcześniej. Jednak wielu Polaków zaczęło częściej używać alkoholu. – Sytuacja się zróżnicowała – zauważa prof. Krzysztof Wojcieszek ze Szkoły Wyższej Wymiaru Sprawiedliwości. – Z jednej strony wzrosło zapotrzebowanie na trunki u tych, którzy przeżywali gorsze emocje, będąc w izolacji. Z drugiej zniknęła duża część okazji towarzyskich. Ci, którzy wchodzili w czas pandemii ze skłonnością do nadmiernego picia, pili więcej. W sumie możemy mieć nie mniej kłopotów, bo problemy osób rozpędzonych w piciu będą się pogłębiały.

Dla kurażu

W czerwcu 2021 r. o obyczaje Polaków zapytało Centrum Badawczo-Rozwojowe Biostat. Rok wcześniej naukowcy z Uniwersytetu Łódzkiego pod kierunkiem prof. Jana Chodkiewicza także zajęli się tym tematem. Przeprowadzali ankiety w kwietniu 2020 r., czyli w momencie pierwszego powszechnego lockdownu, oraz od czerwca do września tego samego roku, a zatem w czasie, gdy obostrzenia poluzowano, ale spodziewano się nawrotu pandemii. Próba zarówno w badaniach łódzkich, jak i tych przeprowadzonych przez Biostat nie była w 100 proc. reprezentatywna, jednak wyniki są zgodne, jeśli chodzi o trendy. 18,2 proc. ankietowanych deklaruje, że w czasie pandemii pije mniej niż wcześniej. 10,9 proc. – że więcej. Z kolei podczas badania UŁ 17,4 proc. powiedziało, że spożywa mniej trunków, a 13,8 proc. sięga po kieliszek częściej. Podczas drugiej edycji łódzkiego badania 18,1 proc. osób stwierdziło, że pije mniej. Przeciwnej odpowiedzi udzieliło 10,2 proc. ankietowanych.

Z ustaleń prof. Chodkiewicza wynika, że osoby najbardziej narażone na nasilenie picia w pandemii to te, które jeszcze przed początkiem pandemii spożywały dużo trunków. W niezwyczajnej sytuacji zjawisko się zwiększyło. Drugą cechą odnotowaną przez łódzkich badaczy były problemy psychiczne. Trzecią sprawą była nieumiejętność stosowania tzw. pozytywnego przewartościowania, czyli znajdowania pozytywnych stron trudnej sytuacji. Zamiast tego dla osób z tej grupy sposobem na stres są używki. Badanie UŁ potwierdza informację, której można się było spodziewać: podczas pierwszej powszechnej kwarantanny badanym towarzyszył ostry stres (w tym czasie nie było wiadomo, czego można się spodziewać po koronawirusie, zamknięcie w domach było nowością), a później respondenci wykazywali raczej cechy osób poddanych stresowi przewlekłemu.

– Nastolatkowie częściej piją, kiedy nie potrafią kompensować relacji społecznych w sposób bezpośredni, a alkohol jest najłatwiejszym tłumikiem – tłumaczy prof. Mariusz Jędrzejko, dyrektor naukowy Centrum Profilaktyki Społecznej. Jak mówi, jedna z jego pacjentek, 14-latka, doszła do takiego stopnia uzależnienia, że dopija zawartość butelek znalezionych w parku. – W starszych grupach jest trochę inaczej. Piją ludzie, którzy mają słabe osobowości, słabo ukształtowaną sferę sumieniową w znaczeniu odpowiedzialności za siebie i przed sobą – wyjaśnia.

Metry sześcienne piwa

Według Głównego Urzędu Statystycznego w 2019 r. statystyczny Polak wypił napoje zawierając łącznie 9,78 l czystego alkoholu. To o ponad 3 litry więcej niż w 1993 r. Granicę 9 litrów przekroczyliśmy w 2007 r. i od tego czasu wynik ani razu nie był niższy. Od 2014 r. sukcesywnie rósł. Szacunki OECD są wyższe. Według tej organizacji Polak w 2018 r. pił średnio prawie 11 litrów alkoholu. Jak zaznacza prof. Mariusz Jędrzejko, spożycie na poziomie 12 litrów jest uznawane za zagrożenie dla substancji danej społeczności. Prof. Krzysztof Wojcieszek dodaje, że ok. 40 proc. osób, które nie są całkowitymi abstynentami, spożywa nie więcej niż litr czystego alkoholu rocznie. To mniej niż jedno piwo tygodniowo. Ci, którzy podnoszą średnią, piją więc naprawdę dużo.

Wyliczenia firmy Nielsen, która analizowała zjawisko od strony rynkowej, wskazują, że liczba kupionych w Polsce w 2020 r. trunków była niższa niż rok wcześniej, ale wydano na nie rekordowo dużo – łącznie 39,2 mld zł, czyli o 7 proc. więcej niż w 2019 r. Pod względem objętości (tzn. jeśli litr piwa traktujemy tak samo jak litr wina lub wódki) zdecydowaną większość kupionego alkoholu stanowiły wyroby browarów. To 87 proc. całości, prawie 40 mln hektolitrów. Wódka to 7 proc. objętości i 34 proc. wartości wypitych w 2020 r. trunków. Wino zajmuje trzecie miejsce.

Kształcimy alkoholików

Profesor Krzysztof Wojcieszek przypomina, że problemem nie są tylko uzależnieni, ale w ogóle osoby nadużywające alkoholu. – Uzależnionych w stopniu ciężkim jest 2–3 proc. populacji po 15. roku życia. To niewiele – tłumaczy ekspert. – Uzależniony skraca sobie życie i powoduje różne problemy, ale zgodnie z tzw. paradoksem prewencyjnym najwięcej szkód przysparzają ci, którzy nadmiernie piją, choć nie są uzależnieni. Być może nigdy nie będą, ale w ich przypadku zwiększa się ryzyko przestępstw i innych negatywnych zjawisk.

Profesor dodaje, że według Światowej Organizacji Zdrowia kilkanaście procent Polaków, którzy nie są uzależnieni, cierpi na choroby spowodowane przez alkohol. Musieli oni zatem dużo pić. Z informacji WHO wynika też, że spośród mężczyzn, którzy nie są abstynentami, ponad połowa przynajmniej raz w miesiącu przekracza granicę upicia się. – Normy pozwalające na upijanie się są naszą piętą achillesową – mówi Krzysztof Wojcieszek. Podobnego zdania jest prof. Mariusz Jędrzejko. – Zmagamy się z problemem kulturowego podejścia Polaków do alkoholu. Mamy teraz mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Tata ogląda mecz i co pije? Oczywiście piwo. Trzyletni synek siedzi obok w biało-czerwonej koszulce i tworzy sobie kod kulturowy: mecz–tata–piwo. Efekt jest taki, że kształcimy alkoholików – tłumaczy prof. Jędrzejko.

Wirus także okazał się dla niektórych uzasadnieniem picia. – Spotkałem niedawno w pociągu ludzi, którzy twierdzili, że leczą covid – opowiada prof. Wojcieszek. – Zwróciłem im uwagę, że nie tylko picie w pociągu jest złamaniem prawa, ale też to, co mówią, jest nieprawdą. Alkohol osłabia układ odpornościowy. Na to człowiek mi mówi, że pije, bo minister w telewizji tak kazał.

W oczekiwaniu na nawrót

Wbrew stereotypowi ani picie alkoholu w ogóle, ani nadużywanie go nie jest – przynajmniej w czasie pandemii – specyfiką niższych warstw społecznych. – To jeden z najbardziej zaskakujących wniosków z naszego badania – mówi dr Sebastian Musiał, ekspert ds. metodologii Biostatu.

Nieco więcej niż co 5. respondent Biostatu pije często. Łącznie 20,9 proc. osób zaznaczyło odpowiedź „codziennie” albo „kilka razy w tygodniu”. Taki sam odsetek twierdzi, że w ogóle nie dotyka alkoholu. W przypadku osób z wyższym wykształceniem 25 proc. ankietowanych pije częściej niż co 7 dni. Tylko 13,5 proc. zachowuje całkowitą abstynencję. Tymczasem wśród badanych mających wykształcenie podstawowe aż 43 proc. zapewnia, że nigdy nie sięga po trunki. Ten wskaźnik wygląda gorzej w przypadku osób po szkołach zawodowych (37,1 proc.) i mających maturę (21,1 proc.). Odsetek absolwentów szkół podstawowych pijących częściej niż raz na tydzień niemal nie różni się od średniej krajowej. W przypadku tej grupy niepokoić może jednak to, że aż 15 proc. przyznaje się do spożywania trunków codziennie. Wśród absolwentów zawodówek, liceów i szkół wyższych taką odpowiedź zaznaczało najwyżej 4,1 proc. osób.

Nasi rozmówcy nie mają wątpliwości, że nowa fala pogłębi problem. – Ten czas nas zweryfikował. Jesteśmy kreatywni, co widać po dochodzie narodowym, ale do tego potrzeba systemu aksjologicznego. Słabe jednostki piją więcej i jeśli jesienią wszystko wybuchnie na nowo, ci ludzie będą dalej pić – prognozuje Mariusz Jędrzejko. – Kontynuacja epidemii pogłębiałaby trudności – dodaje prof. Wojcieszek. – Nawrót choroby dewastowałby nas. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama