Ostatni dzwonek

Polska gospodarka notuje jeden z najniższych wskaźników innowacyjności w Europie. Czym są innowacje i dlaczego warto o nie walczyć, wyjaśnia Jan Filip Staniłko w rozmowie z Tomaszem Rożkiem

Ale kto ma ryzykować? Biznesmeni?

Tak, przedsiębiorcy. Polscy przedsiębiorcy są bardzo zachowawczy – to jedno. Po drugie, w biznesie szukają przewagi przez obniżanie kosztów, a to nie sprzyja innowacyjnym zachowaniom. Jeżeli ktoś mówi, że lepsze jest wrogiem dobrego, to znaczy, że nie rozumie, o co chodzi w innowacjach.

Jesteśmy zbyt tanią siłą roboczą?

To bardziej złożony problem. Przedsiębiorcy nie zdają sobie sprawy z tego, że korzystają z tzw. renty demograficznej. Mamy pokoleniową nadwyżkę siły roboczej na rynku i ona skutkuje tym, że mimo stworzenia prawie 2 mln miejsc pracy (a to jest trzeci najlepszy wynik w Europie w ciągu ostatnich 10 lat) nadal to przedsiębiorca wybiera sobie pracowników, a nie pracownik pracodawcę. Ale to niedługo się skończy. Taką sytuację Zachód przeżywał w późnych latach siedemdziesiątych. Tam biznes musiał się zmodernizować. Zainwestowano w rozwiązania, które dają wyższą marżę albo zastępują pracę fizyczną. Zaczęła się więc automatyzacja, wirtualizacja przedsiębiorstw, zaczęły się też procesy rozpadu dużych firm. Poszukiwania szybkiej innowacyjności produktowej, do której duże firmy są często niezdolne. Tej całej historii my nie mamy w polskim DNA, w przedsiębiorczości. My się ich musimy uczyć tylko z podręczników, z obserwowania tego, co widzimy na świecie. I tu jest kolejny problem. Polscy przedsiębiorcy za rzadko interesują się światem. Nie uczą się na przykładach innych, nie poszukują.

Chodzi o poszukiwanie rozwiązań?

Nie tylko. Mówię także o poszukiwaniu wymagających klientów. Ci wymagający nie szukają produktu o najniższej cenie, ale o najwyższej jakości. Aby tę jakość osiągnąć, często trzeba szukać innowacji w produkcji. Ale jeżeli jedynym kryterium jest cena, innowacyjność może być przeszkodą.

Co rząd może zrobić, by podnieść innowacyjność gospodarki?

Rząd może naprawdę dużo. Sektor publiczny jest jednym z największych klientów na rynku. Dzisiaj podstawowym kryterium wyboru firm startujących w zamówieniach publicznych jest cena. Wystarczy zmienić prawo albo rekomendacje tak, by cena nie była podstawowym kryterium, a była nim np. jakość. Dla chcących wygrywać w publicznych przetargach stanie się jasne, że trzeba poszukiwać sposobów podniesienia jakości usług. To zwiększy innowacyjność i zmusi przedsiębiorców do inwestowania. Gdy na rynku tak duży odbiorca jak sektor publiczny zdecyduje się na taki ruch, zrobią go też inni. Podam konkretny przykład. Polskie duże stocznie zbankrutowały, bo nie były w stanie konkurować cenowo np. ze stoczniami w Chinach. Państwowe stocznie produkowały bardzo proste statki, które były obłożone niskimi marżami. Mimo ciągłej pomocy stocznie w końcu i tak upadły. Na ich gruzach powstał żywy, prężny klaster, który dzisiaj obsługuje najdroższych klientów na świecie, np. firmy na Morzu Północnym, gdzie kryterium ceny jest zastąpione kryterium niezawodności. Prywatna, znacznie mniejsza stocznia poradziła sobie właśnie dlatego, że stała się innowacyjna. To dzisiaj jedno z najbardziej rentownych polskich przedsiębiorstw.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg