Ty zaś zbuduj sobie arkę...

Fragment książki "Genezis", Wydawnictwo WAM, 2003 .:::::.

14. Ty zaś zbuduj sobie arkę z drzewa żywicznego, uczyń w arce przegrody i powlecz ją smołą wewnątrz
i zewnątrz.
15. A oto jak masz ją wykonać: długość arki – trzysta łokci, pięćdziesiąt łokci jej szerokość i wysokość jej – trzydzieści łokci.
16. Nakrycie arki, przepuszczające światło, zrobisz na łokieć wysokie i zrobisz wejście do arki w jej bocznej ścianie.



Warto zatrzymać się nad tymi szczegółami natury technicznej. Ma powstać ogromna na owe czasy konstrukcja – 300 łokci, to jest 150 m długa, szeroka na 25m i wysoka jak czteropiętrowy budynek. W dodatku ma to być konstrukcja pływająca i stabilna, cała wykonana ze smołowanego drewna. Oczywiście nie mogła mieć kształ-tu zwykłej skrzyni, bo groziłoby to brakiem stabilności. Mogłaby wtedy, unosząc się w wartkim nurcie lub napotykając na przeszkody, obracać się wokół swej osi, a do tego, ze względu na żywy ładunek, nie można było dopuścić. A więc musiał to być jakiś prototyp łodzi, statku. Gdzie jednak znaleźć tak wysokie i mocne drzewo, które mogłoby stać się kilem tego statku, a więc kręgosłupem całej konstrukcji?

Noe stanął przed nieprawdopodobnymi problemami natury technicznej. Wiele, bardzo wiele wieków później, ludzie rozwinęli technikę budowy okrętów, ale nie byliby w stanie zbudować takiego kolosa. Między VII a III wiekiem przed naszą erą Grecy budowali swe trójrzędowe triery dla załóg liczących nawet ponad 200 osób, ale ich rozmiary były znikome w porównaniu z tym, co miał skonstruować Noe: miały średnio 30 m długości i 4 m szerokości. Rzymskie liburny były już nieco większe: 40 m x 5 m, a wydobyty z dna fiordu statek Wikingów (to już czasy nowożytne) mierzył dokładnie 23,8 m długości. Przez bardzo długi czas granice konstrukcji wyznaczał budulec – drewno. Nie znano bowiem sposobu tak trwałego łączenia elementów, by pod naporem fal i pod ciężarem ładunku nie groziło całej konstrukcji przełamanie się w miejscu spojenia.

Tymczasem Noe miał stworzyć konstrukcję parokrotnie przewyższającą rozmiarami tamte. Konstrukcję sta-bilną i stanowiącą niezawodne schronienie przez okres roku dla bardzo wielu, jakże różnorodnych istot. Nadto istniał jeszcze jeden kłopot: Noe, jak czytamy nieco dalej, był z zawodu rolnikiem z powodzeniem uprawiającym winorośl i najprawdopodobniej nie miał bladego pojęcia o tym, jak się buduje nawet najzwyklejszą łódkę. Cóż wynika z powyższych spostrzeżeń?

To, oczywiście, że Noe sam osobiście ani nawet wspierany przez swych trzech synów nie był w stanie wykonać zadania, jakie zlecił mu Bóg. Wielokrotnie przerastało ono jego siły i umiejętności. Musiał więc posłu-żyć się innymi. Musiał do budowy arki zaangażować ogromny zespół ludzi: drwali, cieśli, szkutników, stolarzy, tragarzy, smolarzy... A i tak praca trwała zapewne lata. A potem jeszcze musiał zakupić ogromne ilości żywno-ści i paszy dla pasażerów arki, której sam także nie byłby w stanie wyprodukować.

Jasne, że skoro w arce mieli znaleźć schronienie przedstawiciele wszystkich gatunków zwierząt, musiała ona posiadać duże rozmiary. Jednak biblijny autor nie poprzestaje na stwierdzeniu, że była wielka, ale podaje dokładne jej wymiary – wymiary niedorzecznie wielkie w realiach tamtych możliwości technicznych – by uświadomić nam, że budowie arki sekundowali właściwie wszyscy. Wszyscy, nawet ci mieszkający w bardzo odle-głych stronach, którzy nie uczestniczyli czynnie w tym przedsięwzięciu, zdążyli usłyszeć, że coś takiego ma miejsce i wszyscy oni zdążyli zadać pytanie: czemu on to robi? Dlaczego topi majątek w absurdalnym przedsię-wzięciu, które nie wiadomo czemu ma służyć? I zapewne też wszyscy zdążyli usłyszeć odpowiedź: Bóg mu kazał, bo zamierzył położyć kres występkom i naszej niegodziwości.

Znali odpowiedź, ale nie uwierzyli jej. Pracowali przy budowie arki, dorabiali się na niej, ale życia nie odmienili. Codziennie mieli w rękach i przed oczyma materialny wyraz wiary i bezwarunkowego zawierzenia Bogu, do jakiego zdolny był jeden spośród nich, ale to nie mąciło ich dobrego samopoczucia. Nie zamierzali go naślado-wać. „Ciśnienie” rzeczywistości na ludzką wyobraźnię, niezdolność oderwania się od tego, co jest, a co przecież wcale nie musi być i zaufanie do swego wieloletniego życiowego doświadczenia są w człowieku tak silne, że tylko bardzo niewielu – tych obdarzonych specjalnym słuchem – potrafi usłyszeć Boże ostrzeżenie. Reszta patrząc, jak rośnie arka, będzie nieodmiennie pukać się w czoło.
«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |