Na tropach depresji

Samobójstwa rokrocznie popełnia na świecie więcej ludzi niż jest mordowanych w wyniku przestępstw, a nawet wojen. Depresja stała się globalnym problemem numer 1.

Łamy czasopism naukowych z najwyższej półki nieraz poświęcają wiele miejsca palącym problemom współczesności, takim jak zmiany klimatyczne czy zanieczyszczenie środowiska, choroby nowotworowe, cywilizacyjne (cukrzyca i otyłość), a wreszcie uzależnienia. Gdzieś na dnie tych niepokojących zjawisk znajduje się jednak prawdziwa plaga współczesności, czyli depresja. Ostatnio temat ten podjął prestiżowy tygodnik „Science”. Ta poważna choroba dotyka milionów ludzi bez względu na ich pochodzenie etniczne, status majątkowy czy przekonania polityczne. Dla 800 tys. osób rocznie kończy się ona skuteczną próbą samobójczą.

Czym zatem jest depresja, a czym nie jest? Ta choroba nie musi mieć źródła w żadnej osobistej katastrofie: śmierci bliskiej osoby, rozpadzie związku czy utracie pracy lub majątku, choć tragedie i kryzysy życiowe potrafią działać niczym zwolnienie spustu rewolweru, którego kula jest samobójcza. Sam jednak rewolwer już jest „w głowie”. Depresja jest poważną chorobą psychiki i emocji, która czasem daje się wyleczyć farmakologicznie i za pomocą psychoterapii. Bezsenności, ataków paniki i kompletnego zobojętnienia, zarówno poznawczego, jak i uczuciowego, na otaczający świat i ludzi – nawet najbliższych, nie da się jednak wyleczyć długimi spacerami, joggingiem, wyjazdem na wakacje czy wychodzeniem do ludzi. A często tak właśnie wyglądają rady różnych „dobrych cioć”. Stany depresyjne mogą pojawiać się już w dzieciństwie, nawet bardzo wczesnym, i dotykają osób w każdej grupy wiekowej. Z depresją nie można poradzić sobie samemu, to nie fanaberia ani kaprys. To cierpienie.

Ile jest depresji?

Według naukowców prezentujących swe osiągnięcia na łamach „Science” większość osób z depresją nie popełnia samobójstwa. Gdy jednak uwzględnić cierpiących na tę chorobę, którym nie pomagają kolejne podawane lekarstwa ani psychoterapia, to aż jedna trzecia z nich ma na swym koncie przynajmniej jedną samobójczą próbę. Zauważmy, co wreszcie zdaje się czynić naukowy establishment, że mamy raczej do czynienia z wieloma schorzeniami, nazywanymi depresją z powodu podobnych objawów. Diagnozę najczęściej stawia psychiatra, psycholog, ale także – w klarownych przypadkach – po prostu internista. Z tej trójki lek antydepresyjny mogą przepisać psychiatra i internista. W toku diagnostyki nie stosuje się raczej żadnych pomiarów fizjologicznych (np. badania krwi na poziom hormonów oksytocyny, serotoniny czy dopaminy) ani badań genetycznych, choć oczywiście w trakcie wywiadu lekarskiego zbiera się informacje na temat sytuacji życiowej pacjenta i chorób rodzinnych (a przynajmniej tak powinno się czynić). Podobnie też ustala się, czy mamy do czynienia ze zjawiskiem permanentnym czy sezonowym. Jesienna aura powodująca zmiany nasłonecznienia osłabia działanie gruczołu dokrewnego – szyszynki i produkcję witaminy D oraz innych czynników związanych m.in. z dietą. Może to pogarszać naszą kondycję psychiczną i emocjonalną, ale nie należy takiego stanu mylić z depresją.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
Komentowanie dostępne jest tylko dla .