Pogrzało sąd

Amerykański sąd federalny wydał wyrok w którym potwierdził, że ocieplenie klimatu jest groźne „dla życia publicznego”. Zawsze myślałem, że w takich sprawach powinni się wypowiadać naukowcy.

Wszystko wzięło się od decyzji amerykańskiej Agencji Ochrony Środowiska (EPA), która – jak tylko do władzy doszedł Barack Obama – postanowiła gorliwiej walczyć ze skutkami globalnego ocieplenia. Gorliwiej niż za czasów prezydenta Busha. W 2009 roku EPA uznała gazy cieplarniane za  zanieczyszczenia, z którymi trzeba walczyć. W rezultacie wprowadzono prawo ograniczające ich emisję, a to uderzyło w interesy dużych grup przemysłowych. Przemysłowcy postanowili decyzję zaskarżyć do sądu i przegrali. Sąd przyznał rację EPA. Z formalnego punktu widzenia sąd stwierdził tylko, ze EPA – jak tylko chce – może zakazać nawet oddychania, bo wiadomo, że nadmiar tlenu jest szkodliwy. W szerszym kontekście  wyrok został jednak odebrany jako potwierdzenie, że gazy cieplarniane są zanieczyszczeniami, oraz potwierdzenie, że z globalnym ociepleniem należy walczyć właśnie przez ograniczenie emisji tychże.

Jakie kompetencje mają sędziowie, by orzekać wsp. koncepcji naukowych? Nawet jeżeli przyjąć, że wśród badaczy klimatu panuje pełna zgoda co do tego, że klimat się ociepla (a nie panuje), nawet jeżeli przyjąć, że klimatolodzy na świecie uważają, że winna temu jest działalność człowieka (a co do tego w świecie naukowym istnieje spór), to i tak nie byłoby wśród specjalistów zgody co do tego, czy ograniczenie emisji gazów cieplarnianych ma jakikolwiek sens. Sąd uznał że jedna z rządowych agencji ma prawo ograniczać co tylko się podoba, a argumenty merytoryczne – jak widać – nie miały tu większego znaczenia.

Czytając komunikaty prasowe na temat wspomnianego orzeczenia, można odnieść wrażenie, że oto agencja rządowa dała po nosie dużym przemysłowcom, ogromnym grupom interesów. Tym którzy w cyniczny sposób wykorzystują planetę szkodząc jej mieszkańcom. To obraz mocno niepełny. Gdy jedni tracą, inni zyskują. Zyskują m.in. producenci turbin wiatrowych czy ogniw fotowoltaicznych. O tym, że z ich działalność może dać więcej szkody niż pożytku, pisałem w Gościu wielokrotnie.

I sprawa ostatnia. Czy zanieczyszczeniem, a więc czymś szkodliwym może być coś, co w naturze występuje powszechnie? Na dodatek to „coś” jest przez procesy naturalne produkowane. W procesach naturalnych, nijak nie związanych z działalnością człowieka, do atmosfery dostaje się dużo więcej CO2 i metanu niż w wyniku spalania kopalin czy rozwoju rolnictwa. Sens w ograniczaniu emisji gazów cieplarnianych byłby tylko wtedy, gdyby ktoś udowodnił, że to, co produkuje człowiek, jest kroplą, która przelewa kielich. Gdyby tylko ktoś udowodnił, że działalność człowieka ma wpływ na ziemski klimat, a te zmiany mają tylko negatywne konsekwencje, które da się powstrzymać, ograniczając emisję gazów cieplarnianych... Tyle tylko, że tego dotychczas nikt nie udowodnił.

Sąd federalny swoją decyzję podjął jednogłośnie. Bardzo bym chciał, żeby tak samo pewni w sprawie globalnego ocieplenia i wpływu na nie człowieka byli naukowcy.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama