Sport podkręcany

Ta informacja nie miała się ukazać. Angielski „Sunday Times” napisał, że z raportu Międzynarodowego Stowarzyszenia Federacji Lekkoatletycznych (IAAF) wynika, że jedna trzecia czołówki lekkoatletów wspomaga się dopingiem.

Nie ma tygodnia, by nie pojawiła się informacja o odebraniu jakiemuś medaliście jego trofeum. Czy sportowców nie sprawdza się przed startem? Nie, bo to jest za drogie i zbyt skomplikowane. W niektórych dyscyplinach startuje kilkadziesiąt osób równocześnie, a na podium stają zaledwie trzy. Kontroluje się więc samą czołówkę, i to już po wręczeniu medali. Doping dzisiaj jest tak zaawansowany, że federacje mają obowiązek przetrzymywać próbki krwi czy moczu sportowców przez wiele lat. Czasami do tych próbek się wraca, gdy okazuje się, że znaleziono nowy sposób na ich analizę. Międzynarodowe agencje do walki z dopingiem wydają rocznie dziesiątki milionów dolarów. We wspomnianym artykule z „Sunday Times” eksperci IAAF stwierdzili, że „od 2001 do 2012 roku przynajmniej jedna trzecia medali z najważniejszych imprez świata, takich jak MŚ czy igrzyska, została wywalczona dzięki dopingowi”.

EPO niemodne

Niedozwolone wspomaganie organizmu jest tak stare jak sport. Dyscyplinami „wyższego ryzyka” są oczywiście dyscypliny siłowe. Wyniki są tak podkręcone, że bardzo trudno jest niewspomaganemu organizmowi osiągnąć mistrzostwo. Różnice w czasach pomiędzy pierwszymi miejscami są z kolei tak niewielkie, że nawet subtelny efekt dopingu może dać zwycięstwo. Kolarstwo, biegi, pływanie... Tam skandal goni skandal. Całkowicie wolne od dopingu miały być igrzyska olimpijskie w Pekinie w 2008 roku. Oczywiście nie były. Mimo tego, że zatrudniono prawie tysiąc ekspertów antydopingowych, a próbki były analizowane w 41 laboratoriach. Pierwszy skandal miał miejsce dwa tygodnie przed olimpiadą. Okazało się, że chińskie laboratoria nie potrafią wykrywać w próbkach krwi jednego z najpopularniejszych „dopalaczy” – tzw. EPO, czyli erytropoetyny. To hormon, który powoduje wzmożoną produkcję czerwonych krwinek przez szpik kostny. Im więcej czerwonych krwinek, tym więcej tlenu z płuc przedostaje się do mięśni, a te mogą dłużej i wydajniej pracować. Kłopot w tym, że EPO jest naturalnie produkowana przez organizm (gdy w tętnicach nerkowych zaczyna płynąć krew o zbyt małym stężeniu tlenu). Sprawy nie ułatwia także fakt, że dobowe stężenie hormonu jest zmienne (największe w godzinach nocnych, a najmniejsze w porannych). Co do kryteriów wykrywania dopingu, w przypadku EPO nie ma zgody nawet wśród ekspertów. Z sytuacji korzystają oszuści, odwołując się do sądów, gdy wyniki badania próbek ich krwi pozostawiają wątpliwości. EPO można kupić w wielu syntetycznych odmianach, każda z nich daje inny ślad w analizowanej próbce. Poza tym niektóre leki (np. antydepresyjne czy przeciwko astmie) utrudniają wykrycie EPO w organizmie. EPO, choć skuteczna i trudna do wykrycia, powoli staje się zbyt słabym wspomagaczem. Może dlatego, że jest powszechnie używana? Najnowsze trendy to doping genetyczny. 

Geny – doping przyszłości

Już jakiś czas temu badacze zauważyli, że posiadacze genu UGT2B17 mogą w dużym stopniu bezkarnie się „koksować”. W tym kontekście najczęściej wspomina się o testosteronie, męskim hormonie, który powoduje m.in. rozrost mięśni. O braniu doustnie męskiego hormonu płciowego świat dowiedział się przypadkiem. W 1954 r. dr John Ziegler, który był członkiem amerykańskiej ekipy na mistrzostwach świata w podnoszeniu ciężarów, zauważył, że radzieccy ciężarowcy regularnie zażywają tajemnicze tabletki. Jedną udało się wykraść i dzięki temu ustalić, że zawiera syntetyczny testosteron. Ziegler nie pobiegł do komisji antydopingowej, tylko… do firmy farmaceutycznej. Niedługo potem rozpoczęła się produkcja Dianabolu, amerykańskiego syntetyka zwanego „śniadaniem mistrzów”. Na listę nielegalnych specyfików trafił dopiero 15 lat później. W latach 70. i 80. ub. wieku testosteronem faszerowali się sportowcy w NRD. Szczególnie kobiety. Ich organizmy były tak zrujnowane, że (już po zjednoczeniu) niemieckie państwo musiało im zapłacić spore odszkodowania. Testosteron łatwo wykryć w moczu, chyba że jest się posiadaczem wspomnianego genu. 

Geny to niejedyny pomysł na nowoczesne „podkręcenie” organizmu. Służą do tego również komórki macierzyste (pozwalają szybciej regenerować kontuzjowane części ciała), a nawet wirusy, które będą w DNA sportowców wbudowywać odpowiednie fragmenty kodu. To już nie kosmetyka organizmu sportowca, ale jego totalna przebudowa. Do długiej listy można dopisać jeszcze leki, które wywołują u sportowców euforię czy pozwalają lepiej się koncentrować. W 2003 r. w biegu przełajowym w czasie Lekkoatletycznych Mistrzostw Świata we Francji na dystansie 100 i 200- m zwyciężyła Amerykanka Kelli White. Po zawodach wykryto u niej podwyższony poziom modafinilu. To lek przeciwko narkolepsji, schorzeniu zwanemu inaczej snem napadowym. Pobudza i pozwala lepiej się skoncentrować. Inne leki, np. przeciwko chorobie Parkinsona czy antydepresyjne, powodują lepsze samopoczucie psychiczne, które według badań ma duży wpływ na osiągane wyniki. Te lekarstwa zwiększają wydzielanie się dopaminy, hormonu, który z jednej strony powoduje większą koordynację ruchową, a z drugiej nazwany jest „hormonem szczęścia”. 

W 1997 r. amerykański genetyk odkrył sposób na dwukrotne powiększenie u myszy masy mięśniowej. Ćwiczenia? A gdzie tam, zastrzyk, który wyłącza tzw. miostatynę. To czynnik wzrostu, który nie pozwala mięśniom rosnąć bez opamiętania. Hamuje ich rozwój. Teraz wystarczą dwa zastrzyki, by u człowieka wyłączyć ten hamulec bezpieczeństwa. Za niedługo nie będzie trzeba nawet brać zastrzyków. Pojawienie się inhibitora miostatyny w tabletkach to tylko kwestia czasu. Przecież w wielu chorobach (np. AIDS) poważnym problemem jest zanik mięśni. Lek będzie produkowany dla chorych, z pewnością będą go próbowali także sportowcy.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.