Cuda szanują wolność

O niemożności zbadania kodu genetycznego Jezusa, grupie krwi znajdowanej na relikwiach i cięciu, którego nie wykonałby średniowieczny fałszerz, mówi Franco Serafini.

Jakub Jałowiczor: W VIII w. w Lanciano wydarzył się cud eucharystyczny – podczas Mszy św. konsekrowane komunikanty zmieniły się w coś, co uznano za ludzkie ciało i krew. Nie zachowały się relacje naocznych świadków tej sytuacji, ale relikwie zostały przebadane. W 1971 r. anatomopatolog prof. Odoardo Linoli stwierdził, że to fragment mięśnia sercowego i grudki zaschniętej krwi. Znamy jej grupę i inne szczegóły. Możemy powiedzieć, że naukowo stwierdzono, iż mamy do czynienia z ciałem Jezusa z Nazaretu?

Franco Serafini: Nie, wydaje mi się przesadne, a przez to wręcz szkodliwe z apologetycznego punktu widzenia stwierdzenie, że badania prof. Linolego naukowo udowodniły autentyczność relikwii. Pokazano natomiast, że cud z Lanciano nie jest banalnym średniowiecznym fałszerstwem. Nie jest kiepskim żartem dowcipnisia z VIII czy XV w., który pewnie zadowoliłby się tkanką zwierzęcą. Tymczasem mamy do czynienia z ludzkim ciałem i krwią. Jedno i drugie należy do tej samej grupy krwi: AB. To najrzadsza z grup. W późniejszych latach będzie ona znajdowana także na tkaninach pochodzących z Całunu Turyńskiego lub przy współczesnych cudach eucharystycznych. Należy pamiętać, że odkrycie grupy krwi AB-0 datuje się na 1900 r. Absolutnie nie mogli tego przewidzieć fałszerze, którzy w średniowieczu osobno preparowaliby cud w Lanciano i Całun Turyński!

Co jeszcze stwierdził prof. Linoli?

W artykule naukowym opublikowanym w 1971 r. prof. Linoli nie wypowiada się na temat autentyczności cudu. Pisze jednak, że uważa, iż „mało prawdopodobne” jest to, że tkanki z Lanciano mogą być „fałszerstwem dokonanym w przeszłości”. Są ku temu dwa powody. Pierwszy to profesjonalizm wycięcia fragmentu serca, który stanowi ciało z Lanciano. To jednolity plaster styczny do powierzchni ludzkiego serca. Trudno byłoby go uzyskać bez odpowiednich narzędzi i w epoce, w której nie istniała nauka anatomii. Drugi to niezwykła konserwacja ciała i krwi po trzynastu stuleciach, choć nie wykryto w nich jakiejkolwiek substancji konserwującej lub mumifikującej. Szczególnie zaskakujące jest zachowanie białek krwi (albumin i globulin) oraz antygenów AB w relikwiach pozostawionych przez tyle stuleci w stanie naturalnym i wystawionych na działanie środowiska, bez szczególnej ochrony.

Jak właściwie można stwierdzić naukowo, czy dana relikwia to ciało Chrystusa?

Ponieważ Jego grób w Jerozolimie jest pusty, nie mamy konkretnego odniesienia, z którym moglibyśmy porównywać próbki... Z kolei z teologicznego punktu widzenia: o którym ciele mowa? Ziemskim, przemijającym i śmiertelnym? Zmartwychwstałym, chwalebnym? O tym tajemniczo obecnym w sakramencie? Nasze książki medyczne nie wiedzą, co powiedzieć o dwóch ostatnich... Podsumowując, zespół danych histologicznych, fizykochemicznych i immunologicznych wyłaniających się z badań prof. Linolego bardzo racjonalnie świadczy o autentyczności cudu z Lanciano. Ja też uważam, że łatwiej i bardziej rozsądnie jest uznać cudowne pochodzenie relikwii niż wierzyć w nieprawdopodobną i bardzo skomplikowaną ludzką hipotezę. Jak zawsze cuda eucharystyczne chcą pomóc naszej wierze, ale szanują naszą wolność i dlatego nigdy nie czynią wiary zbyteczną, olśniewając dowodami naukowymi.

Skoro mamy krew, to czy możemy zbadać DNA Jezusa?

Wspólną cechą współczesnych badań nad cudami eucharystycznymi i tkaninami o cudownym pochodzeniu jest niewytłumaczalna niemożność uzyskania profilu genetycznego. To tajemnicze zjawisko.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama